Co z Aquareną? Trzy scenariusze prezydenta
22.02.2012
, aktualizacja: 25.02.2012 15:26
Czy w połowie marca komornik wystawi na sprzedaż grunt przy ul. Urszuli w Zielonej Górze? To ziemia Aquareny - spółki w części należącej do miasta. Prezydent Zielonej Góry chce wstrzymać komorniczą licytacją.
Chociaż Aquarena nie prowadzi działalności, cały czas się zadłuża. Zobowiązania wobec wierzycieli sięgają 1,2 mln zł. 400 tys. zł spółka jest winna miastu tytułem podatku od nieruchomości, którego nie płaci. Ma także zobowiązania wobec zielonogórskiego przedsiębiorcy Leszka Jarząbka oraz firmy, która prowadziła obsługę księgową spółki. Dlatego do Aquareny wszedł komornik, który ma wyegzekwować pieniądze wierzycieli.
Aquarena to spółka zielonogórskiego samorządu i prywatnego biznesu. Powstała w 2001 r., gdy miastem rządził SLD. 49 proc. udziałów przypadło władzom Zielonej Góry, 51 proc. Jarząbkowi. Basen przy ul. Urszuli nigdy nie powstał, a miasto straciło kontrolę nad gruntem, który wniosło do spółki. Karierą polityczną przypłacił to ówczesny prezydent Zielonej Góry Zygmunt L. On, a także ówczesny wiceprezydent Andrzej J. zostali skazani na rok więzienia w zawieszeniu na trzy lata za niedopełnienie obowiązków. Problem ze spółką jednak pozostał. Obecne władze miasta nie potrafiły go rozwiązać.
Prezydent Janusz Kubicki próbował dokapitalizować spółkę. Chciał w ten sposób spłacić najpilniejsze zaległości. Radni jednak się nie zgodzili. Podobnie jak na pomysł zmiany przeznaczenia gruntu i dopuszczenia tam budownictwa mieszkaniowego. Na razie przy ul. Urszuli mogą powstać obiekty usługowe rekreacji i sportu. Po zmianach wartość ziemi by wzrosła, spółka więcej zarobiłaby na komorniczej licytacji i więcej pieniędzy wróciłoby do miasta. Teraz prezydentowi i radnym pozostało już niewiele czasu na podjęcie decyzji. 19 marca ziemia zostanie wystawiona na licytację.
- Komornik wycenił nieruchomość na ponad 3 mln zł. Wystawi ją na licytację za 2,5 mln zł. Jeśli znajdzie się kupiec, te pieniądze wpłyną do spółki. Po opłaceniu wierzycieli, komornika, procesu likwidacji miasto i państwo Jarząbkowie dostaną po 400 tys. zł - mówi Kubicki. Jeśli kupca nie będzie, grunty znów zostaną wystawione na licytację, ale już za niższą kwotę.
Prezydent przygotował trzy inne scenariusze zakończenia sprawy Aquareny. Przedstawił je radnym, bo do niech należy decyzja. Sprawa ma się rozstrzygnąć za tydzień w ratuszu.
Pierwszy scenariusz zakłada dokapitalizowanie spółki, wykupienie akcji Jarząbków i spłatę wierzycieli. Miasto zostanie jedynym właścicielem Aquareny i odzyska ziemię przy ul. Urszuli. Zapłaci jednak niemało: 4 mln zł wg szacunków prezydenta. A spółka będzie nadal działać i generować koszty.
Drugi z pomysłów to sprzedaż akcji miasta pozostałym akcjonariuszom. Samorząd zarobi na transakcji i odzyska zaległe podatki. Urzędnicy szacują, że zysk wyniósłby 3-3,5 mln zł. Magistrat pożegna się z problemem, ale też z nieruchomością przy ul. Urszuli.
Trzeci scenariusz prezydenta mówi o dalszym funkcjonowaniu Aquareny. Spółka miałaby prowadzić nową działalność - zająć się budową mieszkań przy ul. Urszuli. Wcześniej trzeba ją jednak dokapitalizować, aby spłacić wierzycieli i przeprowadzić inwestycje. - Na tym terenie rosną stare dęby, których nikt nie ruszy. Można tam jednak wybudować 300 mieszkań i rozliczyć się po ich sprzedaniu. Gdyby radni się zgodzili, powstałoby kolejne osiedle. Czekam na ich decyzję, bo inaczej podejmie ją za nas komornik. Zamiast zyskać kilka milionów, dostaniemy 400 tys. i niesmak - mówi Janusz Kubicki.
Aquarena to spółka zielonogórskiego samorządu i prywatnego biznesu. Powstała w 2001 r., gdy miastem rządził SLD. 49 proc. udziałów przypadło władzom Zielonej Góry, 51 proc. Jarząbkowi. Basen przy ul. Urszuli nigdy nie powstał, a miasto straciło kontrolę nad gruntem, który wniosło do spółki. Karierą polityczną przypłacił to ówczesny prezydent Zielonej Góry Zygmunt L. On, a także ówczesny wiceprezydent Andrzej J. zostali skazani na rok więzienia w zawieszeniu na trzy lata za niedopełnienie obowiązków. Problem ze spółką jednak pozostał. Obecne władze miasta nie potrafiły go rozwiązać.
Prezydent Janusz Kubicki próbował dokapitalizować spółkę. Chciał w ten sposób spłacić najpilniejsze zaległości. Radni jednak się nie zgodzili. Podobnie jak na pomysł zmiany przeznaczenia gruntu i dopuszczenia tam budownictwa mieszkaniowego. Na razie przy ul. Urszuli mogą powstać obiekty usługowe rekreacji i sportu. Po zmianach wartość ziemi by wzrosła, spółka więcej zarobiłaby na komorniczej licytacji i więcej pieniędzy wróciłoby do miasta. Teraz prezydentowi i radnym pozostało już niewiele czasu na podjęcie decyzji. 19 marca ziemia zostanie wystawiona na licytację.
- Komornik wycenił nieruchomość na ponad 3 mln zł. Wystawi ją na licytację za 2,5 mln zł. Jeśli znajdzie się kupiec, te pieniądze wpłyną do spółki. Po opłaceniu wierzycieli, komornika, procesu likwidacji miasto i państwo Jarząbkowie dostaną po 400 tys. zł - mówi Kubicki. Jeśli kupca nie będzie, grunty znów zostaną wystawione na licytację, ale już za niższą kwotę.
Prezydent przygotował trzy inne scenariusze zakończenia sprawy Aquareny. Przedstawił je radnym, bo do niech należy decyzja. Sprawa ma się rozstrzygnąć za tydzień w ratuszu.
Pierwszy scenariusz zakłada dokapitalizowanie spółki, wykupienie akcji Jarząbków i spłatę wierzycieli. Miasto zostanie jedynym właścicielem Aquareny i odzyska ziemię przy ul. Urszuli. Zapłaci jednak niemało: 4 mln zł wg szacunków prezydenta. A spółka będzie nadal działać i generować koszty.
Drugi z pomysłów to sprzedaż akcji miasta pozostałym akcjonariuszom. Samorząd zarobi na transakcji i odzyska zaległe podatki. Urzędnicy szacują, że zysk wyniósłby 3-3,5 mln zł. Magistrat pożegna się z problemem, ale też z nieruchomością przy ul. Urszuli.
Trzeci scenariusz prezydenta mówi o dalszym funkcjonowaniu Aquareny. Spółka miałaby prowadzić nową działalność - zająć się budową mieszkań przy ul. Urszuli. Wcześniej trzeba ją jednak dokapitalizować, aby spłacić wierzycieli i przeprowadzić inwestycje. - Na tym terenie rosną stare dęby, których nikt nie ruszy. Można tam jednak wybudować 300 mieszkań i rozliczyć się po ich sprzedaniu. Gdyby radni się zgodzili, powstałoby kolejne osiedle. Czekam na ich decyzję, bo inaczej podejmie ją za nas komornik. Zamiast zyskać kilka milionów, dostaniemy 400 tys. i niesmak - mówi Janusz Kubicki.
- Dodaj komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
2 głosy
Najczęściej czytane24 htydzień



