Po bójce na koncercie: Peja już nie zaśpiewa

Maja Sałwacka, Dorota Żuberek, gazeta.pl
2009-09-16 , aktualizacja: 16.09.2009 16:05
A A A Drukuj
Podczas koncertu hiphopowca Pei w Zielonej Górze doszło do bójki. Jeden z widzów rozjuszył rapera tak, że ten obrażał go ze sceny i zachęcał widzów, żeby się nim "zajęli". Policja wszczęła śledztwo, a prezydent miasta grozi organizatorowi i artyście procesem sądowym.
Policja o incydencie dowiedziała się od dziennikarzy "Gazety" (dostaliśmy na Alert24 film z koncertu).

Wielki koncert hiphopowy był jednym z głównych punktów Winobrania. Odbył się w sobotę na miejskim stadionie w Zielonej Górze. Przyszło kilka tysięcy fanów. Jedną z pięciu gwiazd wieczoru był poznański hiphopowiec Peja. Pod koniec koncertu artysta, wkurzony, przerwał utwór. Wpadł w szał, bo nastolatek stojący pod sceną pokazał mu obraźliwy gest (środkowy palec). Zirytowany Peja krzyczał do15-latka. - Ty, kur.., pedale, jak ja rapowałem ty dziwko, to tyś nie wiedział kur... jak się masz wysr... kur..... Wiecie co robić, wiecie co z nim zrobić? Rozjeb... w ch... - krzyczał i zachęcał swoich fanów, by zrobili z nastolatkiem porządek. - Wszystko na mój koszt!

Kilkunastu mężczyzn rzuciło się na chłopaka w militarnej kurtce. Na filmie nakręconym przez fana Pei (do obejrzenia na www.zielonagora.gazeta.pl) widać jak kilku młodych, umięśnionych mężczyzn kopie chłopaka, który zgina się w pół, by uniknąć ciosów. Słychać krzyki dziewczyn: "Wypier ...". Peja bójkę komentuje krótko: - Tak kończą frajerzy.

Policja kontra Peja

W środę Małgorzata Stanisławska, rzecznik zielonogórskiej policji potwierdziła, że policja wszczęła postępowanie wyjaśniające w sprawie bójki. - Zabezpieczamy materiały dowodowe - taśmy kręcone amatorskimi kamerami krążące po internecie, a także te z monitoringu, jaki zainstalował organizator imprezy - tłumaczy.

Czy za bójkę odpowie sam Peja? Podżeganie do popełniania przestępstwa (w przypadku Pei mogłoby zachodzić przypuszczenie, że podżegał do pobicia) jest zagrożone tą samą karą co dokonanie przestępstwa. W tym przypadku, gdyby śledczy ocenili wkład artysty do pobicia jako spory, mogłoby mu grozić nawet do 8 lat (jeśli ofiara doznałaby ciężkiego uszczerbku na zdrowiu). "Gazeta" nieoficjalnie dowiedziała się, że 15-letni mieszkaniec Żagania był mocno potłuczony, ale nie musiał być hospitalizowany. Dostał trzydniowe zwolnienie lekarskie. Pei może więc grozić łagodniejsza kwalifikacja - do 3 lat więzienia. Wczoraj późnym popołudniem na policję zgłosił się ojciec chłopca. Złożył oficjalne powiadomienie o popełnieniu przestępstwa.

- Czy postawimy zarzuty i komu, zależeć będzie od oceny materiału dowodowego. Jest zbyt wcześnie, by o tym mówić - opowiada Stanisławska, która nie wyklucza przesłuchania samego Pei. Policja wyjaśni także, dlaczego organizator nie powiadomił mundurowych o bójce, choć miał taki obowiązek. Śledczy mają także ustalić, czy ochrona imprezy zareagowała szybko i profesjonalnie, by rozdzielić ofiarę od sprawców.

Prezydent jest zbulwersowany

Stanowisko zajął prezydent Zielonej Góry. Domaga się od organizatorów koncertu (poznańskiej firmy Aspe Solutions) wyjaśnień na piśmie, ponieważ ustne go nie przekonały. Niewykluczone, że wytoczy proces cywilny organizatorowi i samemu Pei. - Organizator złamał umowę, w której zobowiązał się do zapewnienia bezpieczeństwa uczestników imprezy. Za to grożą spore kary finansowe. Sam raper swoim występkiem nadszarpnął dobry wizerunek miasta. Dlaczego miałby za to nie zapłacić? Facet, który nawołuje, by zlinczować gimnazjalistę, powinien poddać się badaniu psychiatrycznemu - komentuje Tomasz Nesterowicz z biura prezydenta miasta. Zdradza, że miasto wysłało już list do stowarzyszenia prezydentów, wójtów i burmistrzów, by przestrzec przed zapraszaniem Pei na imprezy. - Liczymy, że stowarzyszenie prześle informacje o tym niechlubnym incydencie do innych władz miasta. Peja na pewno nie zagra już w Zielonej Górze na imprezie współorganizowanej przez miasto lub takiej, na której zorganizowanie zgodę musiałby podpisać prezydent. Temu panu już dziękujemy.

W środę po południu firma Aspe wydała oświadczenie. Twierdzi w nim, że służby porządkowe niezwłocznie zareagowały na zdarzenie, chroniąc pokrzywdzonego i wyprowadzając go poza teren koncertu. Pokrzywdzony nie wykazywał innych - poza skaleczona wargą - obrażeń, odmówił przyjęcia pomocy medycznej i opuścił teren koncertu, nie podając danych personalnych, dlatego Aspe nie zgłosiło incydentu policji. Tym bardziej, że jej zdaniem, nie było zagrożenia utraty życia lub zdrowia. (pełne oświadczenie obok tekstu).

Telefon Pei milczy. Próbowaliśmy skontaktować się z nim przez jego stronę internetową. Bez skutku.

Podziel się

  • 80 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    25 głosów