Prezydent dobrodziej, podziękować musisz bo...

Maja Sałwacka
2009-11-20 , aktualizacja: 20.11.2009 18:59
A A A Drukuj
Jeśli chcesz dostać na imprezę miejskie pieniądze, w reklamie musi się pojawić nazwisko Janusza Kubickiego, prezydenta Zielonej Góry. Działa zasada: Jak komuś się nie podoba, nie musi ich brać
Winobranie, wrześień 2009. Prezydent Janusz Kubicki z Bachusem
Fot. Sebastian Rzepiel / Agencja Gazeta
Winobranie, wrześień 2009. Prezydent Janusz Kubicki z Bachusem
ZOBACZ TAKŻE
Organizator festiwali i imprez w Zielonej Górze musi wyraźnie zaznaczyć na plakacie, że robi je dzięki Kubickiemu. Prezydent zastrzega to sobie w umowie.

O zapisie dowiadujemy się przypadkowo. Pisząc jeden z tekstów, nasz rozmówca wręcz błaga, by w wywiadzie umieścić imię i nazwisko prezydenta. Dlaczego? Bo prezydent sypnął groszem - twierdzi.

- Chcę podziękować prezydentowi, ale z imienia i nazwiska. Proszę umieścić to w tekście - upiera organizator.

- Prezydent panu kazał, prosił? - dopytujemy.

- Podpisałem umowę. Inaczej nie dostałbym kasy. Niech pani pisze, że Kubicki dał pieniądze, i tyle. Tylko po nazwisku. To ważne. Słowo "prezydent" nie wystarczy.

Docieramy do kilku stowarzyszeń, inicjatyw, które dostały miejską dotację. Nazwisko Kubickiego pojawiło się na plakatach wielu imprez, m.in. podczas Winobrania. Ostatnio na V Festiwalu Kabaretu (spektakle na początku grudnia). Prezydent będzie też zapraszał z nazwiska na miejską wigilię.

Działacze stowarzyszeń i organizacji pozarządowych przyznają, że w umowach zobowiązują się do promocji nazwiska Kubickiego. Muszą, inaczej nie dostaną pieniędzy. Dotyczy to plakatów, reklam w prasie oraz spotów radiowych. Organizatorzy używają formułek: "Zrealizowano przy pomocy finansowej prezydenta miasta Zielona Góra - Janusza Kubickiego" lub "Prezydent Janusz Kubicki zaprasza na ... ".

- Do tego mamy ogłaszać to z estrady - opowiada jeden szef stowarzyszenia, który prosi o anonimowość. Sam nie chciałbym umieszczać nazwiska prezydenta. - Bo jakie to jego pieniądze? A że przyznał je, nie zrobił nic wyjątkowego. Od kilku lat je dostajemy i nikt nigdy nie kazał dziękować prezydentowi imiennie.

- Pewnie, że to nie fair. Ale prezydent szybko się obraża, kto by chciał mu podpaść? Za krytykę następne pieniądze przejdą nam koło nosa - odpowiada jeden z organizatorów koncertów w Zielonej Górze.

Prezydent: Za błędy odpowiadam tylko ja

Prezydent Kubicki przyznaje, że zawiera taki zapis w umowach. Nie widzi w tym nic złego. Jak komuś się nie podoba, nie musi sięgać po miejskie pieniądze.

- Jestem prezydentem miasta, reprezentuję je. Jeśli miasto dofinansowuje jakieś przedsięwzięcie, mieszkańcy powinni o tym wiedzieć. Wielokrotnie organizatorzy zapominali wspomnieć o tym, że Zielona Góra dołożyła swoją cegiełkę, a przecież wspieramy wiele inicjatyw - odpowiada Kubicki.

- Ale to przecież do nich miasto wykłada pieniądze, właściwie my sami z podatków, a nie Janusz Kubicki. Czy nazwisko prezydenta jest konieczne?

- Wybrano mnie w demokratycznych wyborach. Jestem prezydentem i ponoszę pełną odpowiedzialność za sposób rozdziału miejskich środków. Mieszkańcy mają prawo wiedzieć, jakie decyzje podejmuję i jakie projekty wspieram, bo rozliczą mnie z nich. Nie wstydzę się swoich decyzji, dlatego podpisuję się pod nimi. Chcę, aby to zielonogórzanie dokonywali oceny moich działań, a nie tylko media, ponieważ jakoś tak dziwnie się składa, że sukcesy miasta przypisuje się wielu osobom, ale błędami obarczany jestem już tylko ja.

Tomasz Nesterowicz, p.o. kierownika biura prezydenta miasta, twierdzi, że nie ma jednej konkretnej reguły wykorzystywania wizerunku prezydenta przy promocji imprez i inwestycji. A pomysł zaczerpnięto z innych miast. - Każdorazowo analizujemy zasadność wykorzystania wizerunku prezydenta lub objęcia patronatem. W wypadkach, kiedy współpraca dotyczy tworzenia albumów lub innych materiałów promocyjnych, które będą wykorzystywane przez wiele lat, unikamy umieszczania wizerunku prezydenta. Taki problem mieliśmy w przypadku "makulatury" pozostawionej przez panią Ronowicz [prezydent w latach 2002-2006 - red.] - mówi Nesterowicz.

Granica propagandy?

Adam Urbaniak, szef rady miasta z Platformy Obywatelskiej, uważa, że prezydent przekroczył granice dobrego smaku promując na prawo i lewo swoje nazwisko. Żaden z jego poprzedników ich nie przekroczył.

- Wpisywanie nazwiska prezydenta może sugerować, że dotacja została wyłożona wprost z jego własnej kieszeni. To nieuczciwe wobec publicznych środków miasta, podczas gdy to ono właśnie powinno być promowane - komentuje Urbaniak. - Poza tym to kwestia dobrego smaku. Wykorzystywać miejskie pieniądze do lansowania własnego wizerunku? Nie uchodzi.

Urbaniak uważa, że zbyt nachalne promowanie swojego nazwiska odbije się prezydentowi czkawką. - To kole w oczy, gdy większą czcionką widnieje nazwisko Kubickiego, niż np. zaproszonej gwiazdy. Prezydent powoli staje się tematem do żartów. Ma już kilka ksywek wśród zielonogórzan. Był już "hydraulikiem" [w radiu ogłaszał koniec budowy kanalizacji - red.] czy "wodzirejem [przejął konferansjerkę podczas spotkania z kibicami Falubazu] - wylicza Urbaniak.

Co, jeśli beneficjenci nie posłuchają i nie wymienią prezydenta z imienia i nazwiska? - W myśl niewypełnionej umowy prezydent może zażądać zwrotu dotacji wraz z odsetkami. Nie chciałbym być w ich skórze.

- To co robić?

- Jeśli ktoś chce pozostać apolityczny, powinien po prostu zrezygnować z dotacji - odpowiada Urbaniak.

Jacek Budziński (PiS) tłumaczy, że pieniądze zapisują w budżecie radni, a prezydent je jedynie rozdziela. Promowanie imprez nazwiskiem jest nadużyciem, a organizację narażają się na zarzut politycznej podległości. - Prezydent nie powinien stawiać organizatorów w niezręcznej sytuacji. Promuje się wykorzystując swoją pozycję. Mieszkańcy mogą się dowiedzieć, że dzięki niemu mamy wszystkie imprezy, kanalizację, a nawet... złoty medal Falubazu - kpi Budziński.

Zielonogórscy politycy twierdzą, że promocja nazwiska prezydenta to efekt nieoficjalnych sondaży sprzed roku. Miało się okazać, że Kubicki jest niezbyt rozpoznawalny. - Dlatego tą najprostszą propagandą chce się "wryć" w pamięć wyborców. Pokazać, że jest dobrym wujkiem zwykłych mieszańców. Tak robi ktoś, kto się boi o wynik wyborów - dodaje Budziński.

Podziel się

  • 51 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    17 głosów