20 punktów zapasu, a jednak bez pełnej satysfakcji

Andrzej Tomasik
2010-03-06 , aktualizacja: 06.03.2010 20:56
A A A Drukuj
Fot. Sebastian Rzepiel / Agencja Gazeta
KOSZYKÓWKA Drużyna z Wałbrzycha przyjechała do Zielonej Góry bez asa atutowego. Przyjechała powalczyć i powalczyła. Tyle zrobić mogła. Wygrana należała się zastalowcom, lecz nie ma co naciągać, że forma naszych graczy przed play-off już rzuca na kolana.

Fot. Sebastian Rzepiel / Agencja Gazeta
Fot. Sebastian Rzepiel / Agencja Gazeta
Fot. Sebastian Rzepiel / Agencja Gazeta
Fot. Sebastian Rzepiel / Agencja Gazeta
Wraz z koszykarzami z Wałbrzych w hali Uniwersytetu Zielonogórskiego stawiło się kilkudziesięciu kibiców, którzy przez cały mecz nie żałowali gardeł. Zabrakło za to podkoszowego lidera zespołu Marcina Sterengi oraz rozgrywającego Krzysztofa Jakóbczyka. Kontuzja i absencja tego pierwszego równa się brakowi ok. 20 punktów i 10 zbiórek w meczu. Osłabienie zatem poważne, choć naturalnie zmiennicy próbowali wspólnie wyrobić normę Sterengi. Uwzględniwszy, że nawet w optymalnym składzie Górnik nie byłby faworytem spotkania z Intermarche Zastalem, wobec istotnych luk 9 zawodników gości chyba jeszcze przez rozpoczęciem gry porzuciło myśli o niespodziance.

- Przyjechaliśmy powalczyć, co czyniliśmy do ostatnich sekund - mówił, bez cienia żalu młody trener Arkadiusz Chlebda. I rzeczywiście jego gracze nie odpuszczali, żwawo biegali do samego końca i bili się o każdą piłkę. Innych argumentów na dorównanie zastalowcom z reguły im brakowało. Na kłopoty z przebrnięciem przez zielonogórską obronę często stosowali receptę: rzut z dystansu. Że jednak pozycje nie sprzyjały, celność zawodziła. Z 28 prób trzypunktowych, ledwie 6 sięgnęło celu, przy czym aż 4 w drugiej połowie, gdy scenariusz zakończenia meczu był już dla wszystkich czytelny.

Ekipa z Wałbrzycha nie znalazła żadnego ułatwienia w tym, że na początku walki liczebne siły nieomal się wyrównały, a zielonogórzanie stracili ważnego i dobrego zawodnika. Skrzydłowy Marcin Chodkiewicz upadł po podkoszowym zwarciu. Dość długo się nie podnosił, cierpiał z bólu, lecz w pierwszych chwilach nie było wiadomo, dlaczego. - Skręcił nogę. Przerwa w treningach jest przesądzana. Jak długo potrwa, dowiemy się jutro - tłumaczył szkoleniowiec gospodarzy Tomasz Herkt.

Już bez udziału swojego kapitana team Intermarche Zastalu schodził na przerwę, prowadząc 41:22. Różnica potencjałów podpowiadała, że tym razem żaden przestój w grze zastalowców, żadna forma obrony (czytaj strefa rywali), ani też żadne rozluźnienie czy utrata koncentracji nie pozbawią faworytów zwycięstwa. Nasi szukali więc trochę gry pod publikę. Marcinowi Fliegerowi, Grzegorzowi Kukiełce, Rafałowi Rajewiczowi coś się w tych zamierzeniach udało. Ale trafiały się też okresy spotkania pt. Komedia omyłek. Toteż noty za wrażenie artystyczne wysokie być nie mogą. Trenera zmartwiły jeszcze zagadnienia elementarne - pudła z rzutów wolnych oraz straty. Oba mankamenty sponsorowała w sobotę cyfra 15.

- To było skandaliczne kaleczenie obręczy, a straty kuriozalne. Stad czuję niesmak i mam niedosyt. A strasznie chciałem dać pełną satysfakcję kibicom i na mecz czekałem z optymizmem, bo na ostatnich treningach wyglądaliśmy bardzo dobrze. Gdybyśmy wrzucili 10 punktów więcej i stracili 10 punktów mniej, byłbym w pełni zadowolony - tak Tomasz Herkt żałował, że do pewnego zwycięstwa nie udało się dołożyć porywającego stylu.



INTERMARCHE ZASTAL ZIELONA GÓRA - VICTORIA GÓRNIK WAŁBRZYCH 79:59

KWARTY: 22:13, 19:9, 14:18, 24:19

INTERMARCHE ZASTAL: Flieger 18 (1), Kukiełka 11 (1), Raczyński 9, Rajewicz 6, Chodkiewicz 0 oraz Jarmakowicz 17, Kus 7, Wojdyła 6, Kalinowski 4 (1), Busz 1, Wilczek 0.

VICTORIA GÓRNIK: Matczak 19 (2), Grzywa 6, Buczyniak 5 (1), Józefowicz 5, Wróbel 4 oraz Pieloch 11 (2), Stochmiałek 7 (1), Mrozik 2, Ratajczak 0.

Podziel się

  • Dodaj komentarz
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    7 głosów