Policja nadal szuka zielonogórskiego gwałciciela

Maja Sałwacka
2010-07-02 , aktualizacja: 02.07.2010 11:06
A A A Drukuj
Luty 2010. Żandarmeria Wojskowa szuka gwałciciela w Krośnie Odrzańskim Fot. Kosma Zatorski / Agencja Gazeta Luty 2010. Żandarmeria Wojskowa szuka gwałciciela w Krośnie Odrzańskim
Śledztwo w sprawie brutalnych gwałtów trwa. Część spośród 12 zgłoszeń odrzucono, bo kobiety, udając ofiary, okłamały policję. Obecnie prokuratorzy badają trzy napady i nadal szukają sprawcy
Zimą tego roku, przez ponad dwa miesiące, mieszkańcy Lubuskiego śledzili informacje na temat seryjnego gwałciciela. Rozpoczęło się od trzech gwałtów na zielonogórzankach. Potem media co chwilę donosiły o kolejnych napadach. Gwałciciel zachodził kobiety od tyłu, przystawiał do twarzy żyletkę lub ostry nóż. Ciął twarz i ciało, a potem gwałcił. Na przełomie stycznia i lutego policjanci otrzymali 12 zgłoszeń od poszkodowanych kobiet z całego województwa. Ale tak jak równie szybko rosła lawina kolejnych zgłoszeń, tak z upływem śledztwa rosła lista kobiet, które napad sobie po prostu wymyśliły. Aż siedem kobiet przyznało się do kłamstwa. Kolejne dwa napady śledczy wyłączyli do odrębnych postępowań. Mieszkanki Wschowy i Lubska owszem zostały napadnięte na klatkach schodowych swoich bloków, ale na pewno nie przez seryjnego gwałciciela.

Mamy jego profil DNA

Tylko pierwsze cztery zgłoszenia okazały się prawdziwe. O nich opowiedziały mieszkanki Zielonej Góry. Niestety jedna z kobiet, której udało się uciec, nie chciała zeznawać. W aktach sprawy zostały trzy przypadki. Podsumujmy. Pierwszy raz gwałciciel zaatakował 9 stycznia na ul. Ułańskiej. Była godz.4 nad ranem, gdy młoda zielonogórzanka sama wracała do domu. W ciemnej uliczce napadł na nią mężczyzna. Wciągnął do opustoszałego budynku, przyłożył do szyi nóż, rozciął bluzkę. Zagroził, że potnie jej twarz, a potem zgwałcił. Dziesięć dni później na skrzyżowaniu ulic Wrocławskiej i Chmielnej dochodzi do kolejnego napadu. Mężczyzna przykłada 30-latce do szyi nóż, kilkakrotnie ją gwałci, potem kopie po głowie. Po kolejnych trzech dniach zboczeniec znów atakuje. Wybiera osiedle Piastowskie. Tym razem jest środek dnia, kobieta spaceruje po parku z psem. Mężczyzna próbuje ją zgwałcić, ale kobieta ucieka. Niestety ma pociętą twarz i szyję. Podaje portret pamięciowy.

Śledczym udało się wygenerować jedynie profil DNA jednego sprawcy gwałtu (z 9 stycznia). Inne materiały biologiczne, zniszczone przez śnieg i mróz, nie nadawały się do wyselekcjonowania. Śledczym oprócz śladów pozostawionych na miejscach gwałtów pozostają także rysopisy, jakie podały pokrzywdzone. Niestety te różnią się od siebie - wiekiem, wzrostem, a także rysami twarzy i cechami charakterystycznymi - śladami po trądziku. Napastnicy, choć są podobnej budowy ciała - wysocy, szczupli z szerokimi barkami - są jednak w różnym wieku.

- Ale to nie oznacza, że wykluczamy wersję, że napadów dokonał jeden mężczyzna. Mamy jego profil DNA. Wytypowaliśmy kilkudziesięciu mężczyzn, których podejrzewaliśmy o gwałty. Niestety tropy się nie potwierdziły - opowiada Grzegorz Szklarz, z Prokuratury Okręgowej w Zielonej Górze.

Sześć kłamało, wszystkie zostały oskarżone

Śledczy odrzucili aż sześć zgłoszeń. Kobiety kłamały. 16-letnia dziewczyna spod zielonogórskiej Świdnicy do kłamstwa przyznała się po miesiącu śledztwa. Bajkę o napastniku wymyśliła na początku lutego, bo miała problemy w szkole. Dziewczyna, by uwiarygodnić historię, sama się okaleczyła. Jej sprawę zbada sąd rodzinny. 40-letnia kierowniczka zmiany w Krośnie Odrzańskim twierdziła, że gwałciciel napadł ją w drodze do pracy. Rozciął ręce żyletką, gdy zasłaniał twarz przed ciosami. W rzeczywistości sama się okaleczyła. Chciała zwrócić na siebie uwagę męża, który przestał ją zauważać po powrocie do kraju. Bała się, że chce od niej odejść. Więc postawiła na nogi pół lubuskiego garnizonu. Kilka dni temu sąd skazał ją na rok i cztery miesiące więzienia w zawieszeniu na trzy lata. 22-latka z Leśniowa Wielkiego wymyśliła gwałt, bo liczyła, że zgwałconej kobiecie sąd nie odbierze dzieci (jej sprawa nie znalazła jeszcze finału w sądzie). 40-letnia mieszkanka przygranicznego Gubina chciała się pozbyć kolegi z domowej imprezy. Chciała położyć się spać, o on dalej bawić. Gdy dzwoniła na policję, była kompletnie pijana. Wyrok: 30 godzin pracy w miesiącu na rzecz miasta, a kara obowiązuje przez pół roku.

Z kolei 34-latka z Gozdnicy blefowała, bo wcześniej... oglądała reportaż o gwałcicielu. Wezwała policjantów, gdy psychoza szalejącego po Lubuskiem gwałciciela trwała na dobre, czyli w połowie lutego. 34-latka wypiła kilka kieliszków wódki. Ok. północy postanowiła wyjść na spacer. Na oblodzonym chodniku nie utrzymała równowagi. Upadła na twarz, dotkliwie się raniąc. Wściekła zadzwoniła pod 997. Dyżurnemu policjantowi opowiedziała bajkę o napadzie i gwałcicielu. - Kobietę zbadał lekarz z pogotowia. Odkrył, że rany na twarzy są wynikiem upadku na lód. Wtedy przyznała się do kłamstwa - opowiada Jacek Buśko z prokuratury Okręgowej w Zielonej Górze. Kobieta wniosła prośbę o dobrowolne poddanie się karze, bez konieczności przeprowadzania żmudnego procesu. W połowie lutego na policję zgłosiła się także zielonogórzanka, która twierdziła, że w podobny sposób została zgwałcona w listopadzie 2008 r. Kobieta wymyśliła historię, ale śledczy nie przedstawili jej zarzutów. Umorzyli sprawę, ze względu na problemy psychologiczne kobiety.

- Pierwszy raz mamy do czynienia ze sprawą, w której otrzymaliśmy tak wiele fałszywych zgłoszeń. To pierwszy taki przypadek w długiej historii prokuratury - przyznaje prokurator Szklarz. Kiedy i jak skończy się śledztwo? Śledczy mają do zbadania jeszcze kilka wątków.

Podziel się

  • Dodaj komentarz
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy