Nie polatasz nad Woodstockiem. Jest zakaz
2010-07-29
, aktualizacja: 29.07.2010 10:06
Motolotnia nad Przystankiem Woodstock? Nie tym razem. Policjanci, obawiając się wypadków, zakazali wykonywania lotów nad woodstockowym polem.
Od czwartku od godz. 8 do poniedziałku do godz. 17 obowiązuje ścisły zakaz latania nad polem Przystanku Woodstock.
Zakaz dotyczy koła o promieniu 10 km. Jego środkiem jest scena imprezy. Loty będą możliwe dopiero w strefie powyżej kilometra nad ziemią. Zakaz oczywiście nie dotyczy śmigłowców ratowniczych, policyjnych czy porządkowych.
O wprowadzenie zakazu wnioskowali policjanci. Kilka dni temu Polska Agencja Żeglugi przychyliła się do prośby mundurowych. Uznała, że ze względów bezpieczeństwa przestrzeń będzie zamknięta.
- Z roku na rok podczas trwania Przystanku zwiększała się liczba motolotniarzy, którzy bez jakiegokolwiek nadzoru szybowali nad sceną i widownią w czasie trwania koncertów. A o wypadek nietrudno - opowiada Sławomir Konieczny, rzecznik prasowy lubuskiego komendanta. Według policjantów motolotniarze i paralotniarze już w ubiegłym roku zrobili sobie źródło zarobku z fruwania nad sceną. Za przelot od pasażera pobierali po kilkadziesiąt złotych. Policjanci, obawiając się, że pomysłodawcy szybkiego biznesu znajdą kolejnych naśladowców, postanowili w ogóle zakazać latania. Bali się, że nad Woodstockiem zacznie fruwać gigantyczna liczba moto - i paralotni. - Loty miały wzięcie, bo można było zrobić superzdjęcia Woodstocku z lotu ptaka. Zdarzało się, że motolotniarze szarżowali. Latali na niewielkiej wysokości nad sceną albo nad tłumem bawiących się ludzi. Strach pomyśleć, co by się stało, gdyby maszyny się zderzyły, albo któraś z nich zawiodła i spadła na ludzi. Pewne wypadki trzeba wyprzedzać, stąd wprowadziliśmy zakaz - przyznaje Sławomir Konieczny.
Paralotnie i motolotnie stanowiły także zagrożenie dla śmigłowców służb porządkowych czy ratowniczych. Zwłaszcza w przypadku, gdy helikopter pogotowia musiał lądować jak najbliżej festiwalowego pola. - Śmigłowce pogotowia muszą mieć swobodny dostęp do lądowiska. To priorytet. Helikopter może przetransportować rannego w kilka, kilkanaście minut, omijając korki czy inne utrudnienia na drodze. Musi też bezpiecznie i szybko wylądować - tłumaczy Konieczny.
Nad Woodstockiem będzie mógł latać policyjny śmigłowiec. W-3 sokół to maszyna ściągnięta z Warszawy (należy do zarządu lotnictwa Komendy Głównej Policji). Policjanci nią latający będą obserwować, czy na polu festiwalu nie dochodzi do bójek, przepychanek czy zamieszek. Będą w stałym kontakcie z policjantami patrolującymi Woodstock na ziemi. W razie czego będą kierować w odpowiednie miejsce patrole.
Co spotka tego, który nie dostosuje się do lotniczego zakazu? Kara jest spora - nawet do pięciu lat więzienia. Grzywnę może dostać tylko ten, który udowodni, że zakazu nie złamał umyślnie. - Ale z tym będzie raczej trudno. Informowaliśmy o zakazie za pośrednictwem mediów, przestrzegają przed lataniem także organizatorzy i pokojowy patrol - tłumaczą policjanci.
Zakaz dotyczy koła o promieniu 10 km. Jego środkiem jest scena imprezy. Loty będą możliwe dopiero w strefie powyżej kilometra nad ziemią. Zakaz oczywiście nie dotyczy śmigłowców ratowniczych, policyjnych czy porządkowych.
O wprowadzenie zakazu wnioskowali policjanci. Kilka dni temu Polska Agencja Żeglugi przychyliła się do prośby mundurowych. Uznała, że ze względów bezpieczeństwa przestrzeń będzie zamknięta.
- Z roku na rok podczas trwania Przystanku zwiększała się liczba motolotniarzy, którzy bez jakiegokolwiek nadzoru szybowali nad sceną i widownią w czasie trwania koncertów. A o wypadek nietrudno - opowiada Sławomir Konieczny, rzecznik prasowy lubuskiego komendanta. Według policjantów motolotniarze i paralotniarze już w ubiegłym roku zrobili sobie źródło zarobku z fruwania nad sceną. Za przelot od pasażera pobierali po kilkadziesiąt złotych. Policjanci, obawiając się, że pomysłodawcy szybkiego biznesu znajdą kolejnych naśladowców, postanowili w ogóle zakazać latania. Bali się, że nad Woodstockiem zacznie fruwać gigantyczna liczba moto - i paralotni. - Loty miały wzięcie, bo można było zrobić superzdjęcia Woodstocku z lotu ptaka. Zdarzało się, że motolotniarze szarżowali. Latali na niewielkiej wysokości nad sceną albo nad tłumem bawiących się ludzi. Strach pomyśleć, co by się stało, gdyby maszyny się zderzyły, albo któraś z nich zawiodła i spadła na ludzi. Pewne wypadki trzeba wyprzedzać, stąd wprowadziliśmy zakaz - przyznaje Sławomir Konieczny.
Paralotnie i motolotnie stanowiły także zagrożenie dla śmigłowców służb porządkowych czy ratowniczych. Zwłaszcza w przypadku, gdy helikopter pogotowia musiał lądować jak najbliżej festiwalowego pola. - Śmigłowce pogotowia muszą mieć swobodny dostęp do lądowiska. To priorytet. Helikopter może przetransportować rannego w kilka, kilkanaście minut, omijając korki czy inne utrudnienia na drodze. Musi też bezpiecznie i szybko wylądować - tłumaczy Konieczny.
Nad Woodstockiem będzie mógł latać policyjny śmigłowiec. W-3 sokół to maszyna ściągnięta z Warszawy (należy do zarządu lotnictwa Komendy Głównej Policji). Policjanci nią latający będą obserwować, czy na polu festiwalu nie dochodzi do bójek, przepychanek czy zamieszek. Będą w stałym kontakcie z policjantami patrolującymi Woodstock na ziemi. W razie czego będą kierować w odpowiednie miejsce patrole.
Co spotka tego, który nie dostosuje się do lotniczego zakazu? Kara jest spora - nawet do pięciu lat więzienia. Grzywnę może dostać tylko ten, który udowodni, że zakazu nie złamał umyślnie. - Ale z tym będzie raczej trudno. Informowaliśmy o zakazie za pośrednictwem mediów, przestrzegają przed lataniem także organizatorzy i pokojowy patrol - tłumaczą policjanci.
- Dodaj komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień




