Zimoch: Zróbcie Woodstock w czasie Euro 2012
2010-07-30
, aktualizacja: 30.07.2010 08:53
W Akademii Sztuk Przepięknych tegorocznego Przystanku Woodstock odbyło się także spotkanie z Tomaszem Zimochem
Tomasz Zimoch oczarował uczestników Przystanku Woodstock w Kostrzynie nad Odrą. Znany komentator sportowy nie miał łatwo. Musiał założyć się o skrzynkę whiskey i wysłuchać własnych okrzyków z relacji sportowych
ZOBACZ TAKŻE
- Do Buzka: Czy pan jest Żydem? Woodstokowicze: Wszyscy jesteśmy (31-07-10, 17:01)
SERWISY
Tomasz Zimoch był pierwszym gościem Akademii Sztuk Przepięknych na tegorocznym Przystanku Woodstock w Kostrzynie nad Odrą. Szybko udało mu się uwieść woodstockowiczów. - Szczęka mi opadła, jak zobaczyłem to miejsce. Jestem zachwycony. Za rok ściągnę tu przyjaciół i założymy klub oldboyów - mówi.
Znanego z żywiołowych relacji sportowych komentatora radiowej "Jedynki" nie trzeba było przedstawić gościom festiwalu. Barwne komentarze Zimocha od dawna robią furorę w internecie. Jeden z woodstockowiczów przyniósł jedno z nagrań w telefonie i odtworzył zaskoczonemu Zimochowi. - To mój sygnał smsa. Za każdym razem gdy go słyszę, razem z panem przeżywam wielką radość - opowiadał Tomek z Gliwic.
Małysz jak krogulec
Ekspresyjne komentarze Zimocha były motywem przewodnim spotkania. - Wszyscy pamiętamy skierowane do sędziego słowa "Panie Turek! Kończ pan ten mecz". Skąd bierzesz pomysły, które nieraz wprawiały w popłoch przełożonych - pyta Krzysztof Grzesiowski, prowadzący spotkanie. - Wszystko z życia. Pamiętam, jak kiedyś usłyszałem reportaż o krogulcach, a potem komentowałem skoki Adama Małysza. I on jak ten krogulec zaatakował znienacka i wygrał, choć nikt nie dawał mu szans - opowiada Zimoch.
Wystarczyło rzucić hasło "polska piłka nożna", żeby Zimoch głęboko westchnął i rozpoczął swój wywód: - Czarujemy się od lat. Ale trzeba powiedzieć sobie, że mamy słabych piłkarzy. Niepotrzebnie podniecamy się, jak jakiś piłkarz strzeli gola w nic nie znaczącym ligowym meczu za granicą. Z Roberta Lewandowskiego zrobiliśmy bohatera. Przedstawia się go jako polskiego Messiego czy Maradonę. A takich Messich w innych krajach jest przecież mnóstwo. Franciszek Smuda jest ostatnim trenerem, któremu może się udać coś zmienić. Mam żal do trenera Beenhakkera, że przez trzy lata nie nauczył naszych piłkarzy chociaż pięciu porządnych akcji. Nie nauczył ich nawet rzutów wolnych, nie potrafią wykonać rzutów rożnych. Nawet nie mają żadnego stylu gry. Beenhakker powinien był wyrobić i pozostawić po sobie również wyrobiony styl pracy, który mógłby być naśladowany we wszystkich polskich klubach.
A co z Euro 2012? - Wierzę, że nie będzie źle. Polacy nie mogą silić się na dorównanie Anglii czy Niemcom. Idealna do piłkarskiego naśladowania jest Szwajcaria, ich system szkoleniowy, styl gry. A Euro 2012 to szansa dla każdego z nas. Boję się, że przegramy tę imprezę. Nie tylko na boisku. I nawet nie chodzi o to, czy wybudujemy cztery nowe stadiony i autostrady, bo one na pewno powstaną i będą piękne. Woodstock to festiwal, który mógłby trwać w czasie Euro. Mielibyśmy tu wspólne oglądanie meczów, kibicowanie, a do tego koncerty. Euro powinno być imprezą, która nas wszystkich porwie. My nią musimy żyć. Bo z Polakami to jest tak, że zanim było wiadomo, że u nas będą mistrzostwa, to mówili "Eee, pewnie ich nie dostaniemy", jak dostaliśmy to "Eee, no ale te drogi i stadiony". A przecież na Euro każdy z nas może zarobić. Musimy sobie zadać pytanie. Czy za dwa lata wszyscy założymy biało-czerwone koszulki i nasze flagi będą powiewać na autach? Czy dobrze przyjmiemy kibiców z innych krajów? Euro trzeba czuć nie tylko w tych miastach, w których będą rozgrywane mecze. A możliwości jest mnóstwo: strefy dla kibiców, konkursy picia piwa.
Zimoch lubi się zakładać
W trakcie spotkania w woodstockowej ASP Zimoch założył się z jednym z uczestników Przystanku o to czy wystąpi jako komentator na festiwalu w Opolu. Jeśli pojawi się na scenie, wygra skrzynkę whiskey.
To jednak nie pierwszy zakład Zimocha o whiskey. Kilka lat temu na imieninach u znajomych jeden z gości próbował mu wmówić, że nigdy na antenie radia nie użyje słów "godzio-godzio". W końcu został zawarty zakład. O butelkę osiemnastoletniej whiskey. Dziennikarz miał tylko jeden możliwy termin - najbliższy komentowany mecz. Padło na spotkanie Polska-Irlandia na poznańskim stadionie Lecha. O zakładzie przypomniał sobie dopiero po pierwszej połowie. - W drugiej połowie nadarzyła się okazja. Polska reprezentacja strzeliła gola. Kibice skakali ze szczęścia. No to powiedziałem "Strzelają korki szampana, kibice przed budką komentatorską krzyczą Godzio-godzio!, ale nie wiem co to znaczy".
Znanego z żywiołowych relacji sportowych komentatora radiowej "Jedynki" nie trzeba było przedstawić gościom festiwalu. Barwne komentarze Zimocha od dawna robią furorę w internecie. Jeden z woodstockowiczów przyniósł jedno z nagrań w telefonie i odtworzył zaskoczonemu Zimochowi. - To mój sygnał smsa. Za każdym razem gdy go słyszę, razem z panem przeżywam wielką radość - opowiadał Tomek z Gliwic.
Małysz jak krogulec
Ekspresyjne komentarze Zimocha były motywem przewodnim spotkania. - Wszyscy pamiętamy skierowane do sędziego słowa "Panie Turek! Kończ pan ten mecz". Skąd bierzesz pomysły, które nieraz wprawiały w popłoch przełożonych - pyta Krzysztof Grzesiowski, prowadzący spotkanie. - Wszystko z życia. Pamiętam, jak kiedyś usłyszałem reportaż o krogulcach, a potem komentowałem skoki Adama Małysza. I on jak ten krogulec zaatakował znienacka i wygrał, choć nikt nie dawał mu szans - opowiada Zimoch.
Wystarczyło rzucić hasło "polska piłka nożna", żeby Zimoch głęboko westchnął i rozpoczął swój wywód: - Czarujemy się od lat. Ale trzeba powiedzieć sobie, że mamy słabych piłkarzy. Niepotrzebnie podniecamy się, jak jakiś piłkarz strzeli gola w nic nie znaczącym ligowym meczu za granicą. Z Roberta Lewandowskiego zrobiliśmy bohatera. Przedstawia się go jako polskiego Messiego czy Maradonę. A takich Messich w innych krajach jest przecież mnóstwo. Franciszek Smuda jest ostatnim trenerem, któremu może się udać coś zmienić. Mam żal do trenera Beenhakkera, że przez trzy lata nie nauczył naszych piłkarzy chociaż pięciu porządnych akcji. Nie nauczył ich nawet rzutów wolnych, nie potrafią wykonać rzutów rożnych. Nawet nie mają żadnego stylu gry. Beenhakker powinien był wyrobić i pozostawić po sobie również wyrobiony styl pracy, który mógłby być naśladowany we wszystkich polskich klubach.
A co z Euro 2012? - Wierzę, że nie będzie źle. Polacy nie mogą silić się na dorównanie Anglii czy Niemcom. Idealna do piłkarskiego naśladowania jest Szwajcaria, ich system szkoleniowy, styl gry. A Euro 2012 to szansa dla każdego z nas. Boję się, że przegramy tę imprezę. Nie tylko na boisku. I nawet nie chodzi o to, czy wybudujemy cztery nowe stadiony i autostrady, bo one na pewno powstaną i będą piękne. Woodstock to festiwal, który mógłby trwać w czasie Euro. Mielibyśmy tu wspólne oglądanie meczów, kibicowanie, a do tego koncerty. Euro powinno być imprezą, która nas wszystkich porwie. My nią musimy żyć. Bo z Polakami to jest tak, że zanim było wiadomo, że u nas będą mistrzostwa, to mówili "Eee, pewnie ich nie dostaniemy", jak dostaliśmy to "Eee, no ale te drogi i stadiony". A przecież na Euro każdy z nas może zarobić. Musimy sobie zadać pytanie. Czy za dwa lata wszyscy założymy biało-czerwone koszulki i nasze flagi będą powiewać na autach? Czy dobrze przyjmiemy kibiców z innych krajów? Euro trzeba czuć nie tylko w tych miastach, w których będą rozgrywane mecze. A możliwości jest mnóstwo: strefy dla kibiców, konkursy picia piwa.
Zimoch lubi się zakładać
W trakcie spotkania w woodstockowej ASP Zimoch założył się z jednym z uczestników Przystanku o to czy wystąpi jako komentator na festiwalu w Opolu. Jeśli pojawi się na scenie, wygra skrzynkę whiskey.
To jednak nie pierwszy zakład Zimocha o whiskey. Kilka lat temu na imieninach u znajomych jeden z gości próbował mu wmówić, że nigdy na antenie radia nie użyje słów "godzio-godzio". W końcu został zawarty zakład. O butelkę osiemnastoletniej whiskey. Dziennikarz miał tylko jeden możliwy termin - najbliższy komentowany mecz. Padło na spotkanie Polska-Irlandia na poznańskim stadionie Lecha. O zakładzie przypomniał sobie dopiero po pierwszej połowie. - W drugiej połowie nadarzyła się okazja. Polska reprezentacja strzeliła gola. Kibice skakali ze szczęścia. No to powiedziałem "Strzelają korki szampana, kibice przed budką komentatorską krzyczą Godzio-godzio!, ale nie wiem co to znaczy".
- Dodaj komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
6 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień



