Kongres Kobiet: Dość dyskryminacji w polityce
18.10.2010
, aktualizacja: 18.10.2010 08:31
Kobiety muszą przełamać strach i wejść do polityki - mówiły zgodnie wicemarszałek Elżbieta Polak, szefowa stowarzyszenia Baba Anita Kucharska- Dziedzic oraz politolog dr Agnieszka Opalińska
O tym, po co robić badania cytologiczne. O tym, jak uścisnąć dłoń, żeby nie wyjawić swojej nieśmiałości. O tym, kto częściej zdradza: mężczyźni czy kobiety? Ale przede wszystkim o roli i obecności kobiety w polityce dyskutowały panie na II Lubuskim Kongresie Kobiet w Zielonej Górze
Sesja plenarna w auli Uniwersytetu Zielonogórskiego rozpoczęła się od wykładu prof. Zbigniewa Izdebskiego, który przedstawił oparty na swoich badaniach erotyczny pejzaż Polaków. I co się okazuje? Otóż 25 proc. mężczyzn przyznaje się do zdrady, a kobiet 15 proc. - Ciekawe, dlaczego 22 proc. mężczyzn i 16 proc. kobiet nie udzieliło odpowiedzi na to pytanie - zastanawia się Izdebski. Dodaje, że Polacy, jeśli już zdradzają, robią to umiejętnie. Zaledwie 4 proc. przebadanych wie o seksie partnera poza związkiem. Jeśli chodzi o kłopoty Polaków w łóżku, z badań Izdebskiego wynika, że nie potrafimy dokładnie określać swoich potrzeb. Chociaż z drugiej strony, dziewięć dziesiątych Polaków jest ze swojego pożycia zadowolonych. W tej kwestii przodują mieszkańcy woj. lubuskiego.
Po co na Kongresie Kobiet mówić o seksie? - Bo tu panie propagują prawa człowieka, a jednym z nich jest prawo do przyjemności. Cała filozofia kongresu to wzmocnienie roli kobiet na różnych płaszczyznach. A zdrowie seksualne jest składową naszego zdrowia ogólnego. Pamiętajcie, seks w Lubuskiem wart zachodu! - zachęcał Izdebski.
A w Bogdańcu mężczyźni przegrali
Podczas sesji plenarnej panie odbyły też krótki kurs autoprezentacji i pewności siebie. Poznały kilka sposobów uścisku dłoni, z których każdy wyraża inne emocje. O pracy nad kreowaniem wizerunku, o pozbywaniu się kompleksów i efektach takich działań opowiadała Sylwia Majewska, trener rozwoju osobistego. - Nie szata zdobi człowieka? Niestety, ale w dzisiejszych czasach to już nieaktualne - podkreślała specjalistka.
Hitem, zaskoczeniem i objawieniem kongresu okazał się pokaz mody, w którym wzięły udział nie modelki, a znane zielonogórzanki. Na "wybiegu" zobaczyliśmy m.in. radną Aleksandrę Mrozek (PO), wiceprzewodniczącą rady miasta Jolantę Danielak (SLD), prof. UZ Bogumiłę Burdę, Małgorzatę Krojcig z winnicy w Górczykowie, dyrektorkę "plastyka" Jolantę Kostek i byłą dziennikarkę "Gazety", Mirosławę Dulat. Panie, niczym prawdziwe profesjonalistki, filuternie spoglądały znad okularów przeciwsłonecznych i zalotnie wypinały biodra, by za chwilę zamaszyście rozchylić prezentowane futra i płaszcze. Publiczność szalała, były oklaski, krzyki i owacje na stojąco.
Jednak uczestniczki kongresu zgodnie stwierdziły, że bycie ładną i dobrze ubraną to niejedyny klucz do sukcesu. - Dziewczyny, przede wszystkim musimy być mądre! - skwitowała dr Agnieszka Opalińska. Tym samym zaprosiła kobiety na swój panel "Wybory samorządowe - marketing polityczny". Panie, które wybrały tę część dyskusyjną, poznały drastyczne statystki udziału kobiet w polityce. A zatem, dziś wygląda to tak: w Sejmie działa 20 proc. kobiet, w Senacie 8 proc. Spośród 19 ministrów pięciu to kobiety. Gdyby pod lupę wziąć samo woj. lubuskie, panie w sejmiku stanowią 17 proc., w radzie powiatu 17 proc., a radzie gminy 28 proc. Kobiet wójtów mamy pięć, "burmistrzki" dwie. Co trzeci sołtys to kobieta. Gmina Bogdaniec jest jedyną, w której działa więcej kobiet niż mężczyzn.
Wniosek, jaki wypłynął z panelu o "kobiecie polityczce", jest jasny: kobiety muszą przełamać strach i pozbyć się zakorzenionych, błędnych przekonań. Referentki podpowiadały, że doskonałym punktem wyjścia i biletem do świata polityki może być działalność w organizacji pozarządowej. - Jest szansa na to, żeby zmieniać rzeczywistość, podejmować kluczowe decyzje. Władza nie jest ani żeńska, ani męska. Polityka wcale nie jest gdzieś wysoko, wiele z nas nawet nie zdaje sobie sprawy, że ją uprawia - zauważa Jolanta Danielak.
Więcej kobiet na listach wyborczych
Organizatorki kongresu mocno optują za parytetami. I chcą, żeby w pierwszej trójce na liście wyborczej znalazło się przynajmniej jedno nazwisko kobiety. - Mamy za sobą dwóch najważniejszych facetów w kraju: Bronisława Komorowskiego i Donalda Tuska. Pod projektem ustawy parytetowej złożyło podpis 150 tys. Polek i Polaków. Został złożony w grudniu ub. roku do marszałka, ale jeszcze nie ujrzał światła Sejmu. Myślę, że ustawa zostanie przegłosowana, ale niekoniecznie w takich kwotach, jakie proponuje Kongres Kobiet. Nam się marzy 50 proc., ale Platforma mówi o 35 procentach. Zobaczymy, jaki będzie ostateczny kształt ustawy. Kobiety już muszą pokazać, że są aktywne. Jak zmienić sferę socjalną, zdrowotną, wpłynąć na politykę prorodzinną? To dla panów jest trochę nudne, więc musimy wziąć sprawy w swoje ręce - tłumaczy Elżbieta Polak.
- 9 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
10 głosów
-
Kongres Kobiet: Dość dyskryminacji w polityce
midas_zg
18.10.10, 11:53
Mam pytanie do tych nawiedzonych feministek. Czy w kopalniach i armii też będzie parytet? W Norwegii parytety zrobili nawet w zarządach spółek. Oczywiście faceci zatrudnili swoje żony i było»
Najczęściej czytane24 htydzień


