Jeden krok i będziemy wszóstkowzięci
10.02.2012
, aktualizacja: 10.02.2012 20:22
Niedziela godz. 17, hala CRS - to najgorszy czas i miejsce na słabość i porażkę zielonogórskich koszykarzy. Zastal zmierzy się z Kotwicą Kołobrzeg. Operacja górna szóstka zależy teraz od tego jednego meczu.
ZOBACZ TAKŻE
- Pervis Pasco już poza składem Zastalu (10-02-12, 11:35)
- Nemanja był i znikł. Czy wróci? (10-02-12, 10:51)
- W Pucharze zastalowcy z Anwilem albo Śląskiem (08-02-12, 07:00)
- Uwaga, zmiana godziny. Zastal z Kotwicą o 17 (07-02-12, 18:08)
- Kotwica drogę zamknie lub otworzy (06-02-12, 18:00)
- Zastal przegrał! Na szóstkę musimy poczekać (05-02-12, 20:03)
Zawodnicy i trenerzy Zastalu pewnie woleliby przystępować do ostatniego spotkania rundy rewanżowej bez noża na gardle. Ale stało się tak, że do walki z Kotwicą ruszają pod presją. Zwycięstwem zagwarantują sobie komfort na drugą fazę sezonu oraz przyzwoite rozstawienie przed play-off, a kibicom podarują zestaw gier z elitą elity. Porażka okaże się kłopotliwa i kosztowna, o ile w tym samym czasie Śląsk Wrocław wygra we własnej hali z Basketem Poznań, co należy uznać za rozwiązanie prawdopodobne. Splot: niedzielna porażka Zastalu i wygrana Śląska skaże zielonogórską drużynę na towarzystwo słabszej i biedniejszej części ekstraklasy, groźbę wypadnięcia poza play-off oraz serię spotkań atrakcyjnych inaczej. Ze wszystkich względów lepiej tego uniknąć.
Żeby zmniejszyć prawdopodobieństwo przegranej z Kotwicą, zastalowcy trenowali przez tydzień przy drzwiach zamkniętych. Mieli pracować ciężko, ale w spokoju. W piątek z klubu wyszła informacja, która mówi, że tak całkiem spokojnie jednak nie było. Zastal rozstał się nagle z kandydatem na gwiazdę - centrem Pervisem Pasco. Dziś nie wiadomo, czy w jego miejsce klub zatrudni nowego środkowego.
Amerykanin został ściągnięty po to, by stać się asem atutowym drużyny w strefie podkoszowej. Nie zdążył. I skoro musiało dojść do rychłego rozstania, to chyba dobrze, że nie zdążył. Bo teraz gra Zastalu nie zostanie rozstrojona jak wtedy, gdy kilka tygodni wcześniej nagle odszedł inny center Gani Lawal. Tym razem sprawy mają się o tyle inaczej, że zielonogórscy gracze oraz trenerzy nie uzależnili się od Pasco - od jego punktów, zbiórek, bloków, zasłon, obecności na boisku. Dlatego na okoliczność niedzielnego meczu z Kotwicą brak tego zawodnika nie zwalnia zastalowców z roli faworyta. Zresztą Kotwica to rywal, z którym Zastalowi jakby przystoi wygrać. Pewnie bardzo chciałby tego dokonać trener Tomasz Jankowski, któremu w pierwszej rundzie zdarzyło się przegrać w Kołobrzegu już wygrany mecz.
W niedzielę o godz. 17 trybuny hali CRS przy ul. Sulechowskiej w Zielonej Górze powinny wypełnić się po brzegi. Trzeba pomóc drużynie. Jeżeli zakładamy, że Śląsk, który chce wykraść zastalowcom miejsce w czołowej szóstce na drugą fazę sezonu, poradzi sobie u siebie z Basketem Poznań, nie wolno wątpić, że Zastal poradzi sobie u siebie z Kotwicą. Drużyna z Kołobrzegu zdecydowanie zyskuje we własnej hali. Na wyjazdach wygrywa rzadko i nie odebrała jeszcze punktów żadnemu rywali z czołówki na jego terenie. To, że zastalowcy zagrają bez marginesu na kolejny wypadek przy pracy, nie oznacza, że zjedzą ich nerwy. Stłamsić gości już w pierwszej połowie, odebrać im szanse i nadzieję na kolejny cudowny finisz - tak byłoby najlepiej i najspokojniej. Ale na boiskach Tauron Basket Ligi w tym sezonie dzieją się rzeczy szalone. Co czeka nas w niedzielny wieczór?
Żeby zmniejszyć prawdopodobieństwo przegranej z Kotwicą, zastalowcy trenowali przez tydzień przy drzwiach zamkniętych. Mieli pracować ciężko, ale w spokoju. W piątek z klubu wyszła informacja, która mówi, że tak całkiem spokojnie jednak nie było. Zastal rozstał się nagle z kandydatem na gwiazdę - centrem Pervisem Pasco. Dziś nie wiadomo, czy w jego miejsce klub zatrudni nowego środkowego.
Amerykanin został ściągnięty po to, by stać się asem atutowym drużyny w strefie podkoszowej. Nie zdążył. I skoro musiało dojść do rychłego rozstania, to chyba dobrze, że nie zdążył. Bo teraz gra Zastalu nie zostanie rozstrojona jak wtedy, gdy kilka tygodni wcześniej nagle odszedł inny center Gani Lawal. Tym razem sprawy mają się o tyle inaczej, że zielonogórscy gracze oraz trenerzy nie uzależnili się od Pasco - od jego punktów, zbiórek, bloków, zasłon, obecności na boisku. Dlatego na okoliczność niedzielnego meczu z Kotwicą brak tego zawodnika nie zwalnia zastalowców z roli faworyta. Zresztą Kotwica to rywal, z którym Zastalowi jakby przystoi wygrać. Pewnie bardzo chciałby tego dokonać trener Tomasz Jankowski, któremu w pierwszej rundzie zdarzyło się przegrać w Kołobrzegu już wygrany mecz.
W niedzielę o godz. 17 trybuny hali CRS przy ul. Sulechowskiej w Zielonej Górze powinny wypełnić się po brzegi. Trzeba pomóc drużynie. Jeżeli zakładamy, że Śląsk, który chce wykraść zastalowcom miejsce w czołowej szóstce na drugą fazę sezonu, poradzi sobie u siebie z Basketem Poznań, nie wolno wątpić, że Zastal poradzi sobie u siebie z Kotwicą. Drużyna z Kołobrzegu zdecydowanie zyskuje we własnej hali. Na wyjazdach wygrywa rzadko i nie odebrała jeszcze punktów żadnemu rywali z czołówki na jego terenie. To, że zastalowcy zagrają bez marginesu na kolejny wypadek przy pracy, nie oznacza, że zjedzą ich nerwy. Stłamsić gości już w pierwszej połowie, odebrać im szanse i nadzieję na kolejny cudowny finisz - tak byłoby najlepiej i najspokojniej. Ale na boiskach Tauron Basket Ligi w tym sezonie dzieją się rzeczy szalone. Co czeka nas w niedzielny wieczór?
- Dodaj komentarz
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
4 głosy
Najczęściej czytane24 htydzień




