Spotkania z najlepszymi: najpierw Turów
23.02.2012
, aktualizacja: 23.02.2012 17:42
Zaczyna się taki ciąg gier koszykarzy Zastalu, w którym nie da się spotkać żadnego słabego przeciwnika. Zostali sami mocni. Zmagania z nimi, od soboty aż do końca sezonu, będą trudne. Ale przecież tego właśnie chcieliśmy.
ZOBACZ TAKŻE
- Rekordowy Stelmach, a Zastal drużyną kolejki (27-02-12, 12:12)
- Fani Zastalu jadą do Zgorzelca (23-02-12, 13:34)
- Gani Wraca! I to już na Asseco (22-02-12, 16:42)
- Prezydent dorzuci na kontrakt Ganiego (22-02-12, 14:15)
- Zastal strasznie chce i atakuje koncertowo! (18-02-12, 22:01)
- Pierwszy finalista znany: Trefla strach się bać (18-02-12, 18:48)
Na początek serii trafia się zespół, który po Zastalu najczęściej występuje w hali CRS. Turów Zgorzelec w Zielonej Górze gościnnie rozgrywał swoje domowe mecze w Europucharze. I w ogóle jest dla nas jak derbowy sąsiad, najczęstszy sparingpartner, z którym toczy się zwykle zacięte mecze, a niektóre bywają wręcz burzliwe.
Sąsiad ma już na koncie sukcesy, o których koszykarska Zielona Góra dopiero marzy. Duży budżet, kompletna drużyna, medalowe aspiracje i takie wyniki - wszystko to decydowało, że zielonogórskim wyprawom do Zgorzelca towarzyszyło niewypowiadane głośno przyzwolenia na małe porażki po dobrej grze. Czy teraz należy podejść do tego śmielej?
Gani Lawal jeszcze nie zdąży z odsieczą, ale wiarę w to, że Zastal może wreszcie zdobyć Zgorzelec, zbudowały sceny z finałowego turnieju o Puchar Polski. W półfinale zobaczyliśmy Turów, który nie miał nic do powiedzenia w starciu z Treflem Sopot i przegrał 63:82. Wprawdzie Trefl wygrywa ostatnio wszędzie i ze wszystkimi, jednak zgorzelecka drużyny okazała się zadziwiająco bezradna. - Chcieliśmy grać na niski wynik. Udało się o tyle, że niski wynik był, ale tylko po naszej stronie - ironizował trener pokonanej ekipy Jacek Winnicki. Dodał jednak, że jego drużyna nie popadnie w kompleks Trefla. Rzeczywiście, pucharowa klęska nie musi mieć dosłownie żadnego przełożenia na ligę. Wicemistrzowie Polski zagrali słabo, lecz nic nie ubyło im z doborowego składu, ciągle tworzą ligową potęgę, której w ekstraklasie Zastal bodaj nigdy nie złamał. Czy w sobotę historia się zmieni?
Jeżeli Walter Hodge i reszta graczy zacznie z poziomu, który przed tygodniem doprowadził do bezsilności graczy Śląska Wrocław, faworyt ze Zgorzelca może mieć problem.
- Tym razem szanse chyba mamy duże, bo Turów nie gra ostatnio dobrze i nie chodzi tylko o Puchar. Już w końcówce rundy rewanżowej w lidze szło im w kratkę - ocenia Marcin Flieger, który jeszcze wczoraj przed wieczornym treningiem nie wiedział, czy zagra w Zgorzelcu. Kontuzja kolana wykluczyła go z występów w pucharowym Final Four. - Jeszcze mnie boli, czuję ten uraz. Dziś na treningu spróbuję poćwiczyć z nowym tejpem i zobaczymy, jak to wyjdzie. Potem razem z trenerem i fizjoterapeutą naradzimy się, czy w sobotę mogę spróbować walki - mówi zawodnik Zastalu.
- Gdyby oceniać po ostatnim meczu, to w normalnej sportowej przeplatance wzlotów i upadków, która dotyczy każdego zespołu, Turów może być teraz w gorszym położeniu. Nie wiemy, co się u nich dzieje. My nastawiamy się na walkę, nie wybieramy się na sobotnią wycieczkę - zapewnił na klubowym serwisie Tomasz Jankowski, drugi trener Zastalu.
- Czy my jesteśmy w dołku? To okaże się w sobotę i kolejnych meczach. Po jednej gorszej grze nie wyciągam wniosków. Bo przecież wcześniej zagraliśmy dobre spotkanie z Asseco - wskazuje Waldemar Łuczak, prezes Turowa. - Może być tak, że tamten mecz z Asseco wyzwolił w zawodnikach większą wolę udowodnienia czegoś przeciwnikowi, z którym przegraliśmy walkę o mistrzostwo Polski. A w Zielonej Górze takiej wielkiej woli trochę zabrakło. Trenujemy ciężko i zależy nam na dobrych wynikach w fazie szóstek. Zapraszam w sobotę na mecz do Zgorzelca!
Kto nie skorzysta z zaproszenia prezesa Turowa, będzie mógł zobaczyć transmisję w TVP Sport, trzeba tylko zapamiętać nietypową porę. Sobotnie spotkanie zacznie się o godz. 13.30.
Sąsiad ma już na koncie sukcesy, o których koszykarska Zielona Góra dopiero marzy. Duży budżet, kompletna drużyna, medalowe aspiracje i takie wyniki - wszystko to decydowało, że zielonogórskim wyprawom do Zgorzelca towarzyszyło niewypowiadane głośno przyzwolenia na małe porażki po dobrej grze. Czy teraz należy podejść do tego śmielej?
Gani Lawal jeszcze nie zdąży z odsieczą, ale wiarę w to, że Zastal może wreszcie zdobyć Zgorzelec, zbudowały sceny z finałowego turnieju o Puchar Polski. W półfinale zobaczyliśmy Turów, który nie miał nic do powiedzenia w starciu z Treflem Sopot i przegrał 63:82. Wprawdzie Trefl wygrywa ostatnio wszędzie i ze wszystkimi, jednak zgorzelecka drużyny okazała się zadziwiająco bezradna. - Chcieliśmy grać na niski wynik. Udało się o tyle, że niski wynik był, ale tylko po naszej stronie - ironizował trener pokonanej ekipy Jacek Winnicki. Dodał jednak, że jego drużyna nie popadnie w kompleks Trefla. Rzeczywiście, pucharowa klęska nie musi mieć dosłownie żadnego przełożenia na ligę. Wicemistrzowie Polski zagrali słabo, lecz nic nie ubyło im z doborowego składu, ciągle tworzą ligową potęgę, której w ekstraklasie Zastal bodaj nigdy nie złamał. Czy w sobotę historia się zmieni?
Jeżeli Walter Hodge i reszta graczy zacznie z poziomu, który przed tygodniem doprowadził do bezsilności graczy Śląska Wrocław, faworyt ze Zgorzelca może mieć problem.
- Tym razem szanse chyba mamy duże, bo Turów nie gra ostatnio dobrze i nie chodzi tylko o Puchar. Już w końcówce rundy rewanżowej w lidze szło im w kratkę - ocenia Marcin Flieger, który jeszcze wczoraj przed wieczornym treningiem nie wiedział, czy zagra w Zgorzelcu. Kontuzja kolana wykluczyła go z występów w pucharowym Final Four. - Jeszcze mnie boli, czuję ten uraz. Dziś na treningu spróbuję poćwiczyć z nowym tejpem i zobaczymy, jak to wyjdzie. Potem razem z trenerem i fizjoterapeutą naradzimy się, czy w sobotę mogę spróbować walki - mówi zawodnik Zastalu.
- Gdyby oceniać po ostatnim meczu, to w normalnej sportowej przeplatance wzlotów i upadków, która dotyczy każdego zespołu, Turów może być teraz w gorszym położeniu. Nie wiemy, co się u nich dzieje. My nastawiamy się na walkę, nie wybieramy się na sobotnią wycieczkę - zapewnił na klubowym serwisie Tomasz Jankowski, drugi trener Zastalu.
- Czy my jesteśmy w dołku? To okaże się w sobotę i kolejnych meczach. Po jednej gorszej grze nie wyciągam wniosków. Bo przecież wcześniej zagraliśmy dobre spotkanie z Asseco - wskazuje Waldemar Łuczak, prezes Turowa. - Może być tak, że tamten mecz z Asseco wyzwolił w zawodnikach większą wolę udowodnienia czegoś przeciwnikowi, z którym przegraliśmy walkę o mistrzostwo Polski. A w Zielonej Górze takiej wielkiej woli trochę zabrakło. Trenujemy ciężko i zależy nam na dobrych wynikach w fazie szóstek. Zapraszam w sobotę na mecz do Zgorzelca!
Kto nie skorzysta z zaproszenia prezesa Turowa, będzie mógł zobaczyć transmisję w TVP Sport, trzeba tylko zapamiętać nietypową porę. Sobotnie spotkanie zacznie się o godz. 13.30.
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień




