Lechia wezwana do spłaty zaległych wynagrodzeń

Rozmawiał Andrzej Tomasik
13.11.2009 , aktualizacja: 13.11.2009 13:03
A A A Drukuj
- PZPN wyznaczył, że do 15 listopada mamy spłacić wszystkie zaległości wobec piłkarzy i trenerów. Nie spłacimy, bo nie mamy. Nie wezmę kolejnego kredytu, nie zarżnę się. Nie wiem, co będzie. Wyrzucą nas z ligi? Szkoda by było, bo sportowo zaczynamy wychodzić na prostą - mówi prezes Lechii Zielona Góra
Rozmowa z Jerzym Materną

Gdy w piłkarskiej Lechii Zielona Góra wreszcie coś zaczęło się kleić na boisku, odezwały się stare długi.

Andrzej Tomasik: Czy zimą Lechia stoczy swoją tradycyjną walkę o być albo nie być?

Jerzy Materna Jerzy Materna, poseł PiS, prezes zarządu piłkarskiej Lechii Zielona Góra: Wyleczyłem się ze zwoływania konferencji i opowiadania o tym, jak nam źle. To nic nie pomaga. Ale jest źle. Byliśmy ostatnio na dywaniku w PZPN, bo dawni zawodnicy i trenerzy Lechii skarżą się, że ciągle zalegamy. Skarżą się zresztą nie tylko w PZPN. Z nami rozmawiają poprzez prawników, wkrótce mogą zacząć rozmawiać przez komorników. A w PZPN rozmowy są jak z policjantami z drogówki, lepiej się nie odzywać. Więc przyjąłem wyrok z pokorą. Do 15 listopada mamy uregulować wszystkie zaległe płace. W samym PZPN też zresztą zalegamy 50 tys. zł.

Uregulujecie?

- Nie, nie mamy z czego.

I co będzie?

- Nie wiem. Gdy tylko możemy, wysyłamy pieniądze byłym piłkarzom i szkoleniowcom Lechii, czasami po 500 zł. Jeśli wszyscy w jednej chwili uprą się, żeby wyciągnąć od nas wszystkie długi, to nie będzie Lechii.

Rok temu wziął pan na siebie kredyt - 100 tys. zł, żeby uwolnić Lechię od egzekucji komornika. Odzyska pan pieniądze?

- Też należę do wierzycieli klubu. Lechia dłużna mi jest już cztery miesięczne raty. Jestem jedną z ofiar sytuacji wokół klubu. Ale przecież nie wezmę kolejnego kredytu i nie zarżnę się.

Macie jakichś sponsorów?

- Jestem posłem z partii, która pozostaje w opozycji do władz miasta, województwa, kraju. W takim układzie niewiele osób już chce się do mnie uśmiechać i wyświadczać mi przysługi. Poza tym nastały ciężkie czasy na sponsorów. Muszę ich zrozumieć. Nie wszyscy nas przeganiają. Ostro tniemy koszta i radzimy sobie na bieżąco o tyle, że nie powiększamy długu klubu. Jednak ciągnie się za nami stary garb i strasznie ciąży. Nie tak łatwo spłacić pół miliona. Naprawdę nie wiem, co będzie. A strasznie mi tego żal. Wszyscy już chyba zdążyli dostrzec i docenić, że mamy wspaniałego trenera [byłego reprezentanta Polski Macieja Murawskiego - red.]. Oby został z nami jak najdłużej, oby miał tu z kim pracować. Sportowo byśmy sobie poradzili. Z pieniędzmi jest jednak źle. Mamy duże koszty.

Ale miasto daje wam pieniądze na wypłaty dla zawodników i trenerów.

- Podjęliśmy jednak latem nagłą decyzję o tym, żeby grać w drugiej lidze. Skorzystaliśmy z okazji, bo pierwszy zespół miał przecież grać w trzeciej lidze. Przybyło nam przez to wydatków. Poza tym przygarnęliśmy pod skrzydła Lechii drużynę kobiet, które straciły oparcie w Uniwersytecie Zielonogórskim. Znów doszły jakieś wydatki. Ubiegałem się o spotkanie w mieście, żeby o tym opowiedzieć, uzasadnić starania o dodatkowe wsparcie. Spotkanie się odbyło. Napisaliśmy wniosek. Boję się jednak, że trafił do kosza, bo od tego czasu jest cisza. A pieniędzy na wypłaty z miasta może już nam zacząć brakować w grudniu.

Prezydent obiecał, że bierze na siebie płace dla kadry zawodniczej i szkoleniowej do końca roku. Jaki jest pomysł na kolejny rok?

- Nie wiem.

A zamierza się pan dowiedzieć? Będzie się starał umówić na spotkanie z prezydentem miasta, czy czeka pan na ruch ze strony prezydenta?

- Spotykam się przy różnych okazjach z prezydentem, ale tematu Lechii nawet nie poruszam. Nie interesują mnie obietnice. Z kolei mam wrażenie, że prezydenta interesują tylko te dyscypliny sportu, które mają najwięcej kibiców. Na piłce też mogłyby być tysiące, tylko trzeba zainwestować. Warto, jest teraz dobry czas, żeby to zrobić. Gdybym ja mógł dać trenerowi Murawskiemu kilku piłkarzy do obecnej kadry i zatrzymać go w ten sposób na dłużej w Zielonej Górze, on doprowadziłby drużynę do sukcesu. Czy stworzę mu ku temu warunki? Staram się być optymistą. Ale prawda jest taka, że Lechia żyje z dnia na dzień i każdego dnia balansuje na krawędzi.

Może sprzedacie w końcu napastnika Emila Drozdowicza i zyskacie sporo pieniędzy?

- Najpierw chcieliśmy, żeby Emil zagrał dla nas do końca jesieni. Pozyskaliśmy nawet sponsora na wymagania Emila, które - jak na warunki Lechii - były wysokie. Przegadaliśmy wiele godzin. Uważam, że na koniec Emil zachował się nie fair. Mam żal do jego doradców, że zrobili wszystko, by dla nas nie zagrał. Teraz Emil jest w Gorzowie, ale za darmo GKP go nie puścimy.

A po co poszerzaliście działalność o prowadzenie sekcji żeńskiej, skoro nie macie na to pieniędzy?

- Dobrze pan mówi "po co". Ale jak przyszły z prośbą, to co miałem zrobić? To nie sa znowu aż tak duże koszty, a już kiedyś mówiłem, że biednego najszybciej zrozumie biedny. Dziewczyny grają, wygrywają, mają z tego frajdę. Z chłopakami może być tak samo. Zaczynamy już regularnie punktować. Żeby tego nie zepsuć, tylko jeszcze rozwinąć! Mało mamy jednak wsparcia w zielonogórskim środowisku. Są ludzie, którzy się wręcz martwią, gdy wygrywamy.

Trwa pan i walczy tylko z uwagi na swój kredyt?

- Wszedłem do klubu, żeby zrobić coś dobrego. Zawiodłem się na wielu ludziach, którzy deklarowali pomoc, obiecywali rożne rzeczy. Gdyby te deklaracje się spełniły, klub nie miałby dziś długu, ani ja kredytu. Chcę odzyskać pieniądze, bo spłacam bankowy kredyt. Ciężko mi. Można to było już dawno rzucić i rozwiązać. Ale można też zrobić coś dobrego dla zielonogórskiej piłki. Ja chcę coś zrobić!

Podziel się

  • 2 komentarze
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    6 głosów