Wszystko na sprzedaż? Marka Falubazu zagrożona
2010-09-06
, aktualizacja: 06.09.2010 21:56
- Mam poważny dylemat: duże pieniądze dla klubu, ale w zamian za oddanie prawa do nazwy, czyli odejście od legendy Falubazu - poinformował Robert Dowhan, prezes Zielonogórskiego Klubu Żużlowego. Gra toczy się o niebagatelne stawki - od 700 tys do nawet 2 mln zł za sezon. Co powinien zrobić prezes?
ZOBACZ TAKŻE
- Szef żużlowców: - Mamy płakać, że wygraliśmy z Unią za nisko? (07-09-10, 12:00)
- Polonia nie jedzie w Częstochowie - czy to deszcz czy woda z węża (05-09-10, 19:11)
SONDAŻ
Czasy są tak trudne, że marzący o rozwoju klub nie może przejść obojętnie wobec ofert za - powiedzmy - milion złotych rocznie. Tym niemniej, gdy przed dwoma laty ogłaszaliśmy triumfalny powrót legendy Falubazu, zdawało się, że ten szyld pozostanie tu na zawsze - jak Bulls w Chicago, Real w Madrycie czy choćby Legia w Warszawie i Wisła w Krakowie. Słowem, będzie już nie do kupienia.
Kibice żużla w Zielonej Górze chyba też mieli taką nadzieję, zwłaszcza że wcześniej przeszli przez blisko 10 lat radosnej twórczości. Sponsor się pojawiał i wymagał. Zaś postawiony pod ścianą klub spełniał wymagania. Dlatego drużyna występowała jako: Morawski, Polmos, Polmos Beram, Quick-Mix, Kronopol. A gdy tytularnego sponsora brakowało, zielonogórscy żużlowcy jeździli pod skrótowym szyldem - ZKŻ.
Za taką plątaniną haseł fani nie nadążali, ale przede wszystkim nie chcieli się z nimi utożsamiać. W ich sercach i nieoficjalnym obiegu zespół z Zielonej Góry zawsze nazywał się Falubaz. Taka też nazwa oficjalnie obowiązywała przez wiele lat, aż do 1990 r., kiedy zielonogórska firma o tej właśnie nazwie przestała finansować klub żużlowy.
W marcu 2009 r. zielonogórski klub wreszcie obwieścił powrót do legendy. Rozwiązanie takie zasugerował wcześniej szef fabryki Kronopol, zrezygnowawszy z prawa do umieszczania swojej marki w nazwie drużyny.
- To było spełnienie marzeń naszych kibiców, lecz także moich, oraz osiągnięcie jednego z punktów programu, które założyłem sobie, gdy stawałem za sterem klubu - wspomina Robert Dowhan.
Magia Falubazu przydała się żużlowcom już w pierwszym sezonie. Nasi żużlowcy sięgnęli po tytuł drużynowego mistrza Polski 2009. Byli mocni, dobrze zorganizowani, ale w ostatnim i kluczowym meczu z pomocą przyszedł im deszcz szczęścia.
W tym roku Falubaz broni złota. Zmieniła się jednak sytuacja klubu, nie tylko naszego zresztą. Kryzys gospodarzy sprawił, że bodaj wszyscy w sporcie żyją skromniej. - Wbrew plotkom nie ma u nas zapaści. Sytuacja jest stabilna, ale na pewno się nie przelewa - określił Dowhan. W piątkowej audycji Radia Zielona Góra prezes opowiedział o tym, że są firmy gotowe do tego, by podreperować budżet klubu. W zamian chcą jednak dla swoich marek nazwę. I oczywiście, o ile dostaną ją na wyłączność, zapłacą najwięcej. Łatwo zgadnąć, że chodzi o wielkie koncerny, bo żadna z lokalnych firm pewnie nie porwałaby się na "świętość" Falubazu. Jakie firmy składają oferty klubowi i ile pieniędzy są gotowe zapłacić?
- Przede wszystkim to nie jest tak, że ktoś się do nas sam zgłosił. To my zabiegamy o spotkania, rozsyłamy mnóstwo ofert. Szukamy ludzi, którzy pomogą nam się spotkać z szefami wielkich przedsiębiorstw. A gdy już trafimy na grunt podatny do rozmów, zaczynają się negocjacje. I na bazie tych negocjacji okazuje się, że w zamian za sponsorowanie firmy chcą dla siebie tego, co mamy najcenniejsze, czyli tytuł drużyny, który potem przewija się w ogólnopolskich środkach masowego przekazu. W naszym wypadku negocjacje dotyczą kwot od 700 tys. do 2 mln zł za jeden sezon - wyjawia prezes Falubazu. Wychodzi więc na to, że kwoty są niebagatelne. Ale co z magiczną nazwą, wprost kojarzoną z zielonogórskim żużlem i taką, do której fani bardzo się przywiązali? - To jest właśnie mój dylemat. Zresztą nie tylko mój. Nazwę Falubaz mamy w użyczeniu od firmy, która wciąż działa i ma do niej prawa. Jest to użyczenie bezpłatne i myślę, że - na razie - niezagrożone wypowiedzeniem umowy. Istnieje też kwestia Kronopolu. Musimy być wobec nich lojalni i bardzo wdzięczni za to, co zrobili dla klubu. Zrezygnowali ze swojego przywileju, mimo że ciągle nas sponsorowali i czynią to nadal. Dlatego ewentualna zmiana naszego szyldu musiałby nastąpić za zgodą Kronopolu. To trudna decyzja. Mamy do wyboru dwa-trzy lata pewnych, niemałych pieniędzy. Na drugiej szali stoi nasza i kibiców wewnętrzna duma z legendy Falubazu, o którą tak długo walczyliśmy. Na pewno nic się nie zmieni do końca sezonu. Ale po zakończeniu wrócimy do tego tematu, skonsultujemy z innymi sponsorami, prezydentem Zielonej Góry, bo miasto przecież także mocno finansuje klub. Sentyment jest ogromnie ważny, lecz z drugiej strony tworzymy firmę i działamy na rynku, na którym rządzi pieniądz. A chcemy się rozwijać i odnosić sukcesy, co bez kasy jest po prostu niemożliwe - rozważa Dowhan.
Czy takiej decyzji nie trzeba skonsultować z tysiącami fanów, urządzić coś w rodzaju referendum - pytamy i podpowiadamy? - Jakoś tego nie widzę. Wiadomo, że ludzie będą za Falubazem. Słyszałem już nawet, żebyśmy podnieśli o 100 proc. ceny biletów, byle pozostać przy obecnej nazwie. Ale to tylko takie gadanie. Bilety już nie są tanie. To my jako zarządcy klubu musimy wziąć na siebie odpowiedzialność i podjąć decyzję. Nie będzie ona łatwa - zastrzega prezes. - Może uda się nam to pogodzić i utrzymać np. szyld złożony z dwóch haseł? Zobaczymy.
Co powinien zrobić Dowhan? Oddać nazwę dla dobrej kondycji finansowej żużla, czy też za wszelką cenę, nawet sportowego niedostatku, trzymać się magii Falubazu? Zagłosujcie w naszej sondzie. Wasze głosy na pewno dadzą prezesowi do myślenia.
Kibice żużla w Zielonej Górze chyba też mieli taką nadzieję, zwłaszcza że wcześniej przeszli przez blisko 10 lat radosnej twórczości. Sponsor się pojawiał i wymagał. Zaś postawiony pod ścianą klub spełniał wymagania. Dlatego drużyna występowała jako: Morawski, Polmos, Polmos Beram, Quick-Mix, Kronopol. A gdy tytularnego sponsora brakowało, zielonogórscy żużlowcy jeździli pod skrótowym szyldem - ZKŻ.
Za taką plątaniną haseł fani nie nadążali, ale przede wszystkim nie chcieli się z nimi utożsamiać. W ich sercach i nieoficjalnym obiegu zespół z Zielonej Góry zawsze nazywał się Falubaz. Taka też nazwa oficjalnie obowiązywała przez wiele lat, aż do 1990 r., kiedy zielonogórska firma o tej właśnie nazwie przestała finansować klub żużlowy.
W marcu 2009 r. zielonogórski klub wreszcie obwieścił powrót do legendy. Rozwiązanie takie zasugerował wcześniej szef fabryki Kronopol, zrezygnowawszy z prawa do umieszczania swojej marki w nazwie drużyny.
- To było spełnienie marzeń naszych kibiców, lecz także moich, oraz osiągnięcie jednego z punktów programu, które założyłem sobie, gdy stawałem za sterem klubu - wspomina Robert Dowhan.
Magia Falubazu przydała się żużlowcom już w pierwszym sezonie. Nasi żużlowcy sięgnęli po tytuł drużynowego mistrza Polski 2009. Byli mocni, dobrze zorganizowani, ale w ostatnim i kluczowym meczu z pomocą przyszedł im deszcz szczęścia.
W tym roku Falubaz broni złota. Zmieniła się jednak sytuacja klubu, nie tylko naszego zresztą. Kryzys gospodarzy sprawił, że bodaj wszyscy w sporcie żyją skromniej. - Wbrew plotkom nie ma u nas zapaści. Sytuacja jest stabilna, ale na pewno się nie przelewa - określił Dowhan. W piątkowej audycji Radia Zielona Góra prezes opowiedział o tym, że są firmy gotowe do tego, by podreperować budżet klubu. W zamian chcą jednak dla swoich marek nazwę. I oczywiście, o ile dostaną ją na wyłączność, zapłacą najwięcej. Łatwo zgadnąć, że chodzi o wielkie koncerny, bo żadna z lokalnych firm pewnie nie porwałaby się na "świętość" Falubazu. Jakie firmy składają oferty klubowi i ile pieniędzy są gotowe zapłacić?
- Przede wszystkim to nie jest tak, że ktoś się do nas sam zgłosił. To my zabiegamy o spotkania, rozsyłamy mnóstwo ofert. Szukamy ludzi, którzy pomogą nam się spotkać z szefami wielkich przedsiębiorstw. A gdy już trafimy na grunt podatny do rozmów, zaczynają się negocjacje. I na bazie tych negocjacji okazuje się, że w zamian za sponsorowanie firmy chcą dla siebie tego, co mamy najcenniejsze, czyli tytuł drużyny, który potem przewija się w ogólnopolskich środkach masowego przekazu. W naszym wypadku negocjacje dotyczą kwot od 700 tys. do 2 mln zł za jeden sezon - wyjawia prezes Falubazu. Wychodzi więc na to, że kwoty są niebagatelne. Ale co z magiczną nazwą, wprost kojarzoną z zielonogórskim żużlem i taką, do której fani bardzo się przywiązali? - To jest właśnie mój dylemat. Zresztą nie tylko mój. Nazwę Falubaz mamy w użyczeniu od firmy, która wciąż działa i ma do niej prawa. Jest to użyczenie bezpłatne i myślę, że - na razie - niezagrożone wypowiedzeniem umowy. Istnieje też kwestia Kronopolu. Musimy być wobec nich lojalni i bardzo wdzięczni za to, co zrobili dla klubu. Zrezygnowali ze swojego przywileju, mimo że ciągle nas sponsorowali i czynią to nadal. Dlatego ewentualna zmiana naszego szyldu musiałby nastąpić za zgodą Kronopolu. To trudna decyzja. Mamy do wyboru dwa-trzy lata pewnych, niemałych pieniędzy. Na drugiej szali stoi nasza i kibiców wewnętrzna duma z legendy Falubazu, o którą tak długo walczyliśmy. Na pewno nic się nie zmieni do końca sezonu. Ale po zakończeniu wrócimy do tego tematu, skonsultujemy z innymi sponsorami, prezydentem Zielonej Góry, bo miasto przecież także mocno finansuje klub. Sentyment jest ogromnie ważny, lecz z drugiej strony tworzymy firmę i działamy na rynku, na którym rządzi pieniądz. A chcemy się rozwijać i odnosić sukcesy, co bez kasy jest po prostu niemożliwe - rozważa Dowhan.
Czy takiej decyzji nie trzeba skonsultować z tysiącami fanów, urządzić coś w rodzaju referendum - pytamy i podpowiadamy? - Jakoś tego nie widzę. Wiadomo, że ludzie będą za Falubazem. Słyszałem już nawet, żebyśmy podnieśli o 100 proc. ceny biletów, byle pozostać przy obecnej nazwie. Ale to tylko takie gadanie. Bilety już nie są tanie. To my jako zarządcy klubu musimy wziąć na siebie odpowiedzialność i podjąć decyzję. Nie będzie ona łatwa - zastrzega prezes. - Może uda się nam to pogodzić i utrzymać np. szyld złożony z dwóch haseł? Zobaczymy.
Co powinien zrobić Dowhan? Oddać nazwę dla dobrej kondycji finansowej żużla, czy też za wszelką cenę, nawet sportowego niedostatku, trzymać się magii Falubazu? Zagłosujcie w naszej sondzie. Wasze głosy na pewno dadzą prezesowi do myślenia.
- 15 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
29 głosów
-
Wszystko na sprzedaż? Marka Falubazu zagrożona
sugarmice
06.09.10, 22:18
Legenda? Jaka, k...czę legenda??? Tym megalomanom w Zielonej już zupełnie palma odbiła.»
-
Wszystko na sprzedaż? Marka Falubazu zagrożona
antidotumzg
06.09.10, 22:33
Nie powinno się sprzedawać nazwy klubu. To już było i się nie sprawdziło. Falubaz to marka warta więcej niż 2 mln rocznie - przecież Pan dobrze o tym wie. Sprzedać im drugi człon nazwy albo »
Najczęściej czytane24 htydzień



