Kobieta do Sejmu: "Wypełniam wolę Boga i partii"

Paulina Nodzyńska, Kalina Stawiarz
04.10.2011 , aktualizacja: 04.10.2011 10:25
A A A Drukuj
Katarzyna Osos rozdaje ulotki na zielonogórskim deptaku Fot. Agnieszka Wocal / Agencja Gazeta Katarzyna Osos rozdaje ulotki na zielonogórskim deptaku
Niestety, same jesteśmy sobie winne, że traktuje się nas mniej poważnie. Wystarczy spojrzeć na frekwencję w wyborach - to mężczyźni częściej podchodzą do urn - mówią lubuskie kandydatki do Sejmu
Wszystkie kobiety na lubuskich listach. Sprawdź!

W okręgu lubuskim o 12 mandatów poselskich ubiega się 183 kandydatów. Wśród nich jest 76 kobiet. Jest ich więcej niż cztery lata temu. A to z powodu obowiązującego parytetu - na liście musi być 35 proc. kobiet. Jak partie sobie poradziły z kobiecą obsadą list? Dały im tzw. miejsca biorące, czy w drugim szeregu. Przejrzyjmy listy, ale od końca.

Bożena Osińska kieruje szpitalem w Nowej Soli. 23. miejsce na liście PO. Zrezygnowała z kampanii, bo jak mówi, jej obecność to tylko wyraz poparcia dla partii. - Nie łudzę się, że uzyskam mandat. Marne szanse - przyznaje. - Ale liczy się postawa, zdeterminowanie, chęć działania. Co ma do tego fakt, że jestem kobietą? Panowie w moim otoczeniu podchodzą do tego tak samo jak ja, dlatego współpraca przebiega znakomicie - dodaje.

Inne doświadczenia Anna Oźminkowska (SLD, 12. miejsce). Socjolog z wykształcenia, doktorantka, pracuje w szpitalu w Drezdenku. - Ostrej dyskryminacji nie doświadczyłam, bo sobie nie pozwolę. Ale spotkałam się z przeświadczeniem, że kobiety są zbyt miękkie, by podejmować odważne decyzje. Czas pokazać, że to brednie - mówi.

Kobieta z pozycji odległej

Anna Chinalska (PSL, 17. miejsce) jest dyrektorką wiejskiej szkoły w Osiecznicy. Uważa, że kobiety prędzej dotrzymują obietnic, niż panowie. - Niestety, same jesteśmy sobie winne, że traktuje się nas mniej poważnie. Wystarczy spojrzeć na frekwencję w wyborach - to mężczyźni częściej podchodzą do urn. Pytam: dlaczego? Przecież jesteśmy ambitne. Mogłybyśmy odczyścić politykę, sprawić, by była mniej brudna - twierdzi. Chinalska od 30 lat pracuje w oświacie. Udało jej się uchronić szkołę przed likwidacją. W kampanii postawiła na internet. Jest aktywna na portalach Facebooku i Naszej-klasie.

W siłę social media uwierzyła też Katarzyna Bienias, szefowa zielonogórskiego oddziału Kampanii Przeciw Homofobii, studentka politologii na Uniwersytecie Zielonogórskim i "czwórka" na liście Ruchu Palikota. Promuje się na branżowych portalach społeczności homoseksualnej i genderowej. Bienias pisze właśnie pracę dyplomową o równości kobiet. Start do Sejmu wydaje się tematyczny. - Demokracja bez kobiet to pół demokracji, a demokracja w połowie nie istnieje. Pojawiają się przytyki, że można zdobyć więcej głosów np. dzięki atrakcyjnemu wyglądowi. Słychać głosy, że kobiety nie powinny uczestniczyć w kształtowaniu władzy. Nic bardziej mylnego. Dziś mamy w Polsce masę problemów do rozwiązania, którymi powinny się zajmować kobiety. Mam na myśli żłobki, przedszkola, aborcję - wylicza Bienias.

Joanna Werstler-Wojtaszek (PiS, 11. miejsce) ma 39 lat i tytuł magistra administracji. Od 5 lat pracuje jako menedżer w rodzinnej firmie Hayduk. W polityce nie debiutuje. Jest miejską radną w Żarach. - Szef sztabu zajął się kampanią. Mi zostawił debaty w prasie, spotkania z wyborcami. Wydrukowaliśmy kilka billboardów, 5 tys. ulotek, trochę plakatów - mówi. - Dlaczego kandyduję - Z uwagi na partię i parytety. Skoro PiS wymaga, to ja się zgadzam. Jestem osobą wierzącą, więc wypełniam wolę Boga, a jeśli z woli wyborców dostanę się do Sejmu, to będzie fajnie - ocenia.

Katarzyna Osos (PO, 10. miejsce). Z wykształcenia prawniczka, jest na trzecim roku aplikacji radcowskiej. Kandyduje z 10. miejsca. Kobiety w polityce? - Nie ma się czego bać. W parlamencie jest nas ciągle mało, a wydaje mi się, że panie są skuteczniejsze. Kiedy się za coś zabierają, robią to dobrze, ale bez wojenek. Ja jestem prawnikiem, a Sejm to tworzenie prawa - przekonuje. - Kampanię robię tradycyjną. Jeżdżę, rozdaję ulotki. Chcę dotrzeć do ludzi, szczególnie z tych mniejszych miejscowości. Myślę, że reprezentuję już nowe pokolenie: świeżość, młodość. Nie chcemy nikogo rozliczać - dodaje.

Kobiety z czołówki

Czy kobiety z dalszych miejsc mają szansę na mandat posła? - Takie sobie. Koleżanki z góry bardziej - przyznają.

Do Senatu tylko PO wystawiła kobietę - wojewodę Helenę Hatkę w okręgu gorzowskim. Tylko dwie partie z ośmiu startujących oddało miejsca liderów kobietom. Platformę Obywatelską prowadzi posłanka Bożenna Bukiewicz, a ludowców minister pracy Jolanta Fedak. Szefowa lubuskiego PSL stała się po czterech latach jednym z najbardziej rozpoznawalnych polityków w kraju. Mocną pozycję w PiS ma posłanka Elżbieta Rafalska. Startuje z drugiego miejsca. Rafalska wcześniej była wiceministrem pracy.

SLD zastosował przy rozdziale miejsc na listach wyborczych metodę "na suwak". Czyli naprzemiennie kobieta, mężczyzna. Najwyżej na liście Sojuszu jest Mirosława Winnicka. Radna sejmiku i szefowa USC w Gorzowie dostała drugą pozycję. Zgodnie z regułą suwaka, czwórka przypadła Jolancie Danielak, zielonogórskiej radnej i byłej senator.

W pierwszej piątce na liście PO jest także Krystyna Sibińska (trzecia), przewodnicząca rady miejskiej w Gorzowie i była kandydatka PO na prezydenta Gorzowa. Wśród kandydatów PiS w czołówce znalazła się Bożena Ronowicz (5.), prezydent Zielonej Góry w latach 2002-06.

Ruch Palikota postawił na studentkę z Gorzowa Katarzynę Raginię. Oddał jej "dwójkę" na liście. PJN pierwszą kobietę, Ewę Bandkowską, nauczycielkę z Gorzowa umieścił dopiero na czwartym miejscu.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 1 komentarz
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    7 głosów