Pokaźne czeki w samowarze. Good Bye Lenin!
2010-07-26
, aktualizacja: 26.07.2010 16:18
Z racji telewizyjnego show, zielonogórski Festiwal Piosenki Rosyjskiej wdarł się na rynek rozrywki i komercji. Jak nie zabraknie pieniędzy z państwowych spółek, to będzie w ekstralidze na dłużej

Fot. Sebastian Rzepiel / Agencja Gazeta
Anna Dereszowska zdobyła Złoty Samowar

Fot. Sebastian Rzepiel / Agencja Gazeta
Agnieszka Włodarczyk

Fot. Sebastian Rzepiel / Agencja Gazeta
Dima

Fot. Sebastian Rzepiel / Agencja Gazeta
Marii

Fot. Sebastian Rzepiel / Agencja Gazeta
Publiczność festiwalu

Fot. Sebastian Rzepiel / Agencja Gazeta
Via Sirius i Alina Artz

Fot. Sebastian Rzepiel / Agencja Gazeta
Flaga Rosji powiewa podczas festiwalu
ZOBACZ TAKŻE
- Latarnik Wyborczy (5). Milion na piosenkę rosyjską? (08-11-10, 17:56)
- Festiwal Piosenki Rosyjskiej: 3 miliony widzów (27-07-10, 17:33)
- Samowary rozdane: Dereszowska, Włodarczyk (26-07-10, 12:22)
- Śpiewanie przy złotym samowarze (24-07-10, 01:00)
Jeszcze nigdy nie było tak wielkich pieniędzy w Festiwalu Piosenki Rosyjskiej, co przełożyło się na atrakcyjną produkcję telewizyjną. Sam Złoty Samowar, który zasłużenie zdobyła aktorka Anna Dereszowska, wart był 50 tys. zł.
Kasa i nostalgia
Wszystko podporządkowano TVP2, tak by zielonogórski festiwal nie wyglądał biedniej i przaśniej niż Sopot Trendy czy Eurowizja. Dlatego można mówić o komercyjnym sukcesie za 3,5 mln zł, bo tyle wynosił budżet imprezy za sprawą Europolgazu i TVP2. Co ważne, akurat dla telewizji, która parę lat temu pozbyła się markowego Sopotu.
Więc były pełna widownia, relacja na żywo w publicznej "dwójce", sprawna reżyseria, żadnych bisów i przestojów, niemałe nagrody pieniężne dla zwycięzców, wybranych w głosowaniu SMS. O potrzebie wysłania SMS przypominano widzom przez bite dwie godziny. Liczył się produkt i kasa. W tej branży to sprawy pierwszoplanowe i bezlitosne.
Niedzielny festiwal definitywnie pożegnał artystycznie stary Festiwal Piosenki Radzieckiej. W konkursie wykonywano rosyjskie piosenki tylko z ostatnich 20 lat. Lwa Leszczenki już raczej nie usłyszymy. Liczą się teraz modne rytmy pop i dyskoteki, rosyjski show-biznes naśladujący MTV.
Co prawda w amfiteatrze dało się wyczuć atmosferę "komunizm - nie, nostalgia - tak", ale dla telewizyjnego show nie ma ona najmniejszego znaczenia, a czasem służy za dowcipny ozdobnik.
Dima i Rick, nie ten sam show-biznes
Nie było zgrzytu z laureatami - rzeczywiście wygrały piosenki, które najbardziej podobały się publiczności. Anna Dereszowska (sama przecież aktorka) sięgnęła po dobry tekst "Aktorka" Konstantego Meladze. Jego brat Walery, który wcześniej śpiewał piosenkę, potrafi zahipnotyzować rosyjską publiczność poetyckimi utworami. Dereszowska zaśpiewała z wdziękiem, przekonaniem, naturalnie, w trochę francuskim stylu chanson. Nad utworem Ałły Pugaczowej pochyliła się inna aktorka Agnieszka Włodarczyk. Poradziła sobie z patosem, dobrze brzmiał jej rosyjski. Zaśpiewała wzruszająco, dostała duże brawa. W spokojnej tonacji utrzymana była piosenka Marii (Brązowy Samowar).
Wokalistki wyraźnie odstawały od zgiełku pozostałych wykonawców. Mieliśmy coś na kształt disco polo (grupa Video), nieudaną przeróbkę na rockowo ballady zespołu Lube (formacja Ocean), nieciekawe aranżacje (Sami, Wet Fingers). Niedostatki muzyczne, fatalny rosyjski, rażący playback (wielu muzykom nawet nie chciało się przekonująco udawać, że grają) przykrył potężny oręż telewizyjny - elektroniczna scenografia. W zasadzie zasłużyła na Platynowy Samowar. Dopracowana w każdym szczególe, osobna do każdej piosenki, więc nie nużyła, a zaskakiwała. Scenografowie potrafili wydobyć różne perspektywy - głębię sceny, nowy kształt, klimat. Publiczność mogła poczuć, że bierze udział w czymś wyjątkowym.
Rosyjskie gwiazdy były jedynie atrakcyjnymi przerywnikami. Zrezygnowano z minirecitali - co zrozumiałe w telewizyjnym ciśnieniu czasowym. Powinniśmy jednak zapamiętać grupę Zvieri - oryginalnie łączącej miejski folk z rockiem i pop. Muzyka dowcipna, czupurna i co najważniejsze, na żywo! Do tego wokalista z charyzmą, któremu daleko do laboratoryjnych gwiazd show-biznesu. Zvieri zagrało dla publiczności minikoncercik, gdy TVP wyłączyło kamery, a pół amfiteatru poszło do domu. Po zdobywczyniach samowarów to był najjaśniejszy i najsympatyczniejszy punkt festiwalu. Niedosyt po sobie pozostawił Dima Bilan, zwycięzca Eurowizji i anonsowany ze sceny jako megagwiazda nie tylko rosyjskiego, a światowego show-biznesu. Prezenterka stawiała Dimę w szeregu z Beyonce i Ricky Martinem. Po trzech piosenkach można było powiedzieć: wielka przesada, pomyłka. To tak jakby o prezydencie Zielonej Góry rzec, że to polski Kennedy.
Rodowicz w Zielonej Górze, trochę historii
Z racji telewizyjnego show, zielonogórski festiwal otworzył dla siebie nową perspektywę na rynku komercyjnym. Jak nie zabraknie pieniędzy, to będzie w ekstralidze rozrywkowej.
Irytuje tylko jedno - podtrzymywanie fałszywej legendy. Czuć ją u prezydenta Zielonej Góry Janusza Kubickiego. - Historyczna konotacja w połączeniu z nowoczesnością sprawia, że każdy kolejny festiwal ma swój wyjątkowy klimat - przede wszystkim muzyczny, ale także mentalny - pisze prezydent w ulotce festiwalowej. Czyli woli nowe, ale mentalnie stare...
Prowadzący festiwal Marzena Rogalska i Mateusz Damięcki powracali do propagandowego radzieckiego festiwalu jako do miłego wydarzenia. Przy okazji jednym tchem wymieniali artystów, którym niby tamten festiwal torował drogę do kariery. Mówić coś takiego o Czesławie Niemenie, Lombardzie, Januszu Panasewiczu, Krzysztofie Krawczyku czy Maryli Rodowicz jest nierozsądne i nieprzyzwoite. - W Zielonej Górze zaśpiewałam Włodzimierza Wysockiego "Konie". To był taki szantaż. W wydziale kultury KC powiedzieli mi, że jak nie wystąpię, to nie pojadę na tournee do Stanów. Pomyślałam, że jak powiem "Wysocki", to oni powiedzą, że nie. A oni - proszę bardzo. Osiecka napisała piękny tekst do tego utworu, a ja musiałam zeżreć tę żabę - opowiadała Rodowicz w wywiadzie dla "Gazety".
Warto to wciąż przypominać, by nie budować fałszywej legendy "radzieckiej" Zielonej Góry. Lepsza już rozrywka na bogato bez zobowiązań.
Trzy samowary- 100 tys. zł
Złoty Samowar i 50 tys. zł - Anna Dereszowska za piosenkę "Aktrisa" (Aktorka) Konstantego Meladze.
Srebrny Samowar i 30 tys. zł - Agnieszka Włodarczyk za piosenkę "Opyat' Metel" Konstantego Meladze
Brązowy Samowar i 20 tys. zł - Marii za piosenkę "Ya ne boleyu toboy" Aleny Vysotskiej
Kasa i nostalgia
Wszystko podporządkowano TVP2, tak by zielonogórski festiwal nie wyglądał biedniej i przaśniej niż Sopot Trendy czy Eurowizja. Dlatego można mówić o komercyjnym sukcesie za 3,5 mln zł, bo tyle wynosił budżet imprezy za sprawą Europolgazu i TVP2. Co ważne, akurat dla telewizji, która parę lat temu pozbyła się markowego Sopotu.
Więc były pełna widownia, relacja na żywo w publicznej "dwójce", sprawna reżyseria, żadnych bisów i przestojów, niemałe nagrody pieniężne dla zwycięzców, wybranych w głosowaniu SMS. O potrzebie wysłania SMS przypominano widzom przez bite dwie godziny. Liczył się produkt i kasa. W tej branży to sprawy pierwszoplanowe i bezlitosne.
Niedzielny festiwal definitywnie pożegnał artystycznie stary Festiwal Piosenki Radzieckiej. W konkursie wykonywano rosyjskie piosenki tylko z ostatnich 20 lat. Lwa Leszczenki już raczej nie usłyszymy. Liczą się teraz modne rytmy pop i dyskoteki, rosyjski show-biznes naśladujący MTV.
Co prawda w amfiteatrze dało się wyczuć atmosferę "komunizm - nie, nostalgia - tak", ale dla telewizyjnego show nie ma ona najmniejszego znaczenia, a czasem służy za dowcipny ozdobnik.
Dima i Rick, nie ten sam show-biznes
Nie było zgrzytu z laureatami - rzeczywiście wygrały piosenki, które najbardziej podobały się publiczności. Anna Dereszowska (sama przecież aktorka) sięgnęła po dobry tekst "Aktorka" Konstantego Meladze. Jego brat Walery, który wcześniej śpiewał piosenkę, potrafi zahipnotyzować rosyjską publiczność poetyckimi utworami. Dereszowska zaśpiewała z wdziękiem, przekonaniem, naturalnie, w trochę francuskim stylu chanson. Nad utworem Ałły Pugaczowej pochyliła się inna aktorka Agnieszka Włodarczyk. Poradziła sobie z patosem, dobrze brzmiał jej rosyjski. Zaśpiewała wzruszająco, dostała duże brawa. W spokojnej tonacji utrzymana była piosenka Marii (Brązowy Samowar).
Wokalistki wyraźnie odstawały od zgiełku pozostałych wykonawców. Mieliśmy coś na kształt disco polo (grupa Video), nieudaną przeróbkę na rockowo ballady zespołu Lube (formacja Ocean), nieciekawe aranżacje (Sami, Wet Fingers). Niedostatki muzyczne, fatalny rosyjski, rażący playback (wielu muzykom nawet nie chciało się przekonująco udawać, że grają) przykrył potężny oręż telewizyjny - elektroniczna scenografia. W zasadzie zasłużyła na Platynowy Samowar. Dopracowana w każdym szczególe, osobna do każdej piosenki, więc nie nużyła, a zaskakiwała. Scenografowie potrafili wydobyć różne perspektywy - głębię sceny, nowy kształt, klimat. Publiczność mogła poczuć, że bierze udział w czymś wyjątkowym.
Rosyjskie gwiazdy były jedynie atrakcyjnymi przerywnikami. Zrezygnowano z minirecitali - co zrozumiałe w telewizyjnym ciśnieniu czasowym. Powinniśmy jednak zapamiętać grupę Zvieri - oryginalnie łączącej miejski folk z rockiem i pop. Muzyka dowcipna, czupurna i co najważniejsze, na żywo! Do tego wokalista z charyzmą, któremu daleko do laboratoryjnych gwiazd show-biznesu. Zvieri zagrało dla publiczności minikoncercik, gdy TVP wyłączyło kamery, a pół amfiteatru poszło do domu. Po zdobywczyniach samowarów to był najjaśniejszy i najsympatyczniejszy punkt festiwalu. Niedosyt po sobie pozostawił Dima Bilan, zwycięzca Eurowizji i anonsowany ze sceny jako megagwiazda nie tylko rosyjskiego, a światowego show-biznesu. Prezenterka stawiała Dimę w szeregu z Beyonce i Ricky Martinem. Po trzech piosenkach można było powiedzieć: wielka przesada, pomyłka. To tak jakby o prezydencie Zielonej Góry rzec, że to polski Kennedy.
Rodowicz w Zielonej Górze, trochę historii
Z racji telewizyjnego show, zielonogórski festiwal otworzył dla siebie nową perspektywę na rynku komercyjnym. Jak nie zabraknie pieniędzy, to będzie w ekstralidze rozrywkowej.
Irytuje tylko jedno - podtrzymywanie fałszywej legendy. Czuć ją u prezydenta Zielonej Góry Janusza Kubickiego. - Historyczna konotacja w połączeniu z nowoczesnością sprawia, że każdy kolejny festiwal ma swój wyjątkowy klimat - przede wszystkim muzyczny, ale także mentalny - pisze prezydent w ulotce festiwalowej. Czyli woli nowe, ale mentalnie stare...
Prowadzący festiwal Marzena Rogalska i Mateusz Damięcki powracali do propagandowego radzieckiego festiwalu jako do miłego wydarzenia. Przy okazji jednym tchem wymieniali artystów, którym niby tamten festiwal torował drogę do kariery. Mówić coś takiego o Czesławie Niemenie, Lombardzie, Januszu Panasewiczu, Krzysztofie Krawczyku czy Maryli Rodowicz jest nierozsądne i nieprzyzwoite. - W Zielonej Górze zaśpiewałam Włodzimierza Wysockiego "Konie". To był taki szantaż. W wydziale kultury KC powiedzieli mi, że jak nie wystąpię, to nie pojadę na tournee do Stanów. Pomyślałam, że jak powiem "Wysocki", to oni powiedzą, że nie. A oni - proszę bardzo. Osiecka napisała piękny tekst do tego utworu, a ja musiałam zeżreć tę żabę - opowiadała Rodowicz w wywiadzie dla "Gazety".
Warto to wciąż przypominać, by nie budować fałszywej legendy "radzieckiej" Zielonej Góry. Lepsza już rozrywka na bogato bez zobowiązań.
Trzy samowary- 100 tys. zł
Złoty Samowar i 50 tys. zł - Anna Dereszowska za piosenkę "Aktrisa" (Aktorka) Konstantego Meladze.
Srebrny Samowar i 30 tys. zł - Agnieszka Włodarczyk za piosenkę "Opyat' Metel" Konstantego Meladze
Brązowy Samowar i 20 tys. zł - Marii za piosenkę "Ya ne boleyu toboy" Aleny Vysotskiej
- 14 komentarzy
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
9 głosów
-
Pokaźne czeki w samowarze. Good Bye Lenin!
rahowa7
27.07.10, 07:20
Kubek nie KennedyŁukasiewicz nie dziennikarz»
Najczęściej czytane24 htydzień




więcej zdjęć
