A wszystko to Ty - piosenki Marka Grechuty

Dorota Żuberek
25.01.2007 , aktualizacja: 12.07.2007 13:58
A A A Drukuj
Za smutno, zbyt melancholijnie. Aktorzy zielonogórskiego teatru śpiewają piosenki Marka Grechuty w hołdzie niedawno zmarłemu artyście. Może dlatego tak bardzo poważnie. A szkoda.
Na scenie występuje 11 aktorów. Zmieścił się też sześcioosobowy zespół Krzysztofa Mrozińskiego. Na zdjęciu na pierwszym planie Wojciech Brawer.
Fot. Sebastian Rzepiel / AG
Na scenie występuje 11 aktorów. Zmieścił się też sześcioosobowy zespół Krzysztofa Mrozińskiego. Na zdjęciu na pierwszym planie Wojciech Brawer.


Grechuta to jeden z niewielu piosenkarzy, którzy potrafili zaśpiewać poezję tak, żeby słuchały go tłumy. Bez kompromisów czy pójścia na łatwiznę. Doskonały zespół Anawa towarzyszył mu dziesiątki lat na scenie i pomagał mu w wyśpiewywaniu wierszy m.in. Mickiewicza czy Leśmiana. Grechuta był szczery i prawdziwy.

Spektakl muzyczny "A wszystko to Ty" w reżyserii Jerzego Satanowskiego to piosenki artysty zaśpiewane lepiej lub gorzej w starych-nowych aranżacjach przez jedenastu naszych aktorów. Choć może śpiew to za duże słowo.

Niektórzy melorecytują, inni nadrabiają poważną miną, bo skoro prezentujemy poezję, to musi być poważnie, oczy zaszklone łzawą mgłą, a spojrzenie hen hen za horyzont... Denerwować może powtarzany jak mantra fragment utworu " Chcę być pomylony". Rację ma Wojciech Czarnota, który powtarzał, że jest tu cokolwiek zbyt uroczyście.

To, że Grechuta zmarł przed kilkunastoma tygodniami, nie każe robić żałobnej wieczornicy - widać to było po publiczności, która najlepiej reagowała na dynamiczne i z pomysłem przygotowane piosenki jak "Nie dokazuj", "Wiosna, ach to ty", czy "Hop! Szklanka piwa". Grechutę melancholijnego i bez zadęcia pamiętamy, radosnego chcemy wspominać.

Aktorzy zielonogórskiego teatru udowodnili niejednokrotnie, że śpiewać lubią. Jacek Zienkiewicz występował na wrocławskim Przeglądzie Piosenki Aktorskiej, jednak bez większych sukcesów. Potem razem z Martą Artymiak i Wojciechem Czarnotą przygotował programu m.in. z piosenkami francuskimi.

Nie wszystkim aktorom śpiew wychodzi. Mogliby wykorzystać patent Janusza Młyńskiego, który zamiast potykać się na frazach utwór "Będziesz moją panią", potraktował jak małą rólkę. I zamiast obietnic czułego kochanka, co będzie "słońce z pomarańczy w Twoje dłonie składał", zaśpiewał tak, że zabrzmiało to jak groźba. Kobiety na widowni modliły się, żeby nie śpiewał "będziesz moją panią" do nich. A aktorki ze sceny uciekły. Została jedynie Marta Artymiak, i to chyba tylko dlatego, że śpiewała następny utwór.

Scenografia idealnie ilustruje piosenki. Kiedy jest o róży, to na ekranie pojawia się piękna czerwona róża. Kiedy jest o poezji z sufitu zjeżdża krzak, a kiedy o jesieni - po plastikowej szybie zaczyna spływać deszcz, a co bardziej spostrzegawczy widz, zobaczy jak zza kulis tajemnicza ręka raz po raz zrzuca po jednym liściu. Nie trzeba nawet słuchać, a wiadomo, o co chodzi.

Wielkim plusem spektaklu jest zespół muzyczny Krzysztofa Mrozińskiego. Waldemar Goliński, Dariusz Jaros, Edward Piniuta, Paweł Słoniowski, Tomasz Szczepaniak grają doskonale.

Ponadgodzinne przedstawienie spodoba się widzom dojrzałym, którzy repertuar Grechuty znają z czasów młodości. A młodszym?





"A wszystko to Ty", Teatr Lubuski, styczeń 2007. Reżyseria Jerzy Stanowski. Obsada: Marta Artymiak, Marta Frąckowiak, Kinga Kaszewska-Brawer, Anna Zdanowicz, Wojciech Brawer, Wojciech Czarnota, Jacek Krautforst, Janusz Młyński, Marcin Wiśniewski oraz gościnnie Karolina Honchera i Jacek Zienkiewicz. Aranżacje: Jerzy Satanowski, Jerzy Bechyne i Krzysztof Mroziński. Scenografem jest Izabela Toroniewicz, o wizualizacje zadbała Marzena Więcek.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów