Noc w celi za niewinność
2010-03-11
, aktualizacja: 11.03.2010 10:29
Justyna z Zielonej Góry siedziała całą noc w areszcie, bo policjant uwierzył, że ukradła komórkę i kask. Nie chciał słuchać tłumaczeń, że ma w domu faktury. - Skuł mnie w kajdanki - opowiada dziewczyna
Justyna, drobna brunetka ok. trzydziestki jest młodą bizneswoman. Prowadzi dwie firmy. Jedną ze wspólnikiem - Piotrem. Kilka miesięcy temu otworzyli sklep monopolowy na dużym blokowisku w Zielonej Górze. Wkrótce się pokłócili.
Mężczyzna zaczął uprzykrzać jej życie. Pod koniec stycznia Justyna poprosiła Piotra o zwrot komórki, którą pożyczyła mu pół roku wcześniej. Wspólnik ociągał się, więc wybrała się do jego domu. - Był pijany. Krzyczał, szarpał mnie. Kilka razy uderzył w ramię i twarz. Podbił oko - opowiada. Ma obdukcję lekarską. Pobicia nie zdążyła zgłosić policji, bo jeszcze tego samego dnia sama trafiła za kratki.
Wyjaśnimy na komendzie!
Kobieta wieczorem znów musiała odwiedzić wspólnika. Zdenerwowała się, gdy zobaczyła, że mężczyzna pozmieniał ceny w sklepie. - Piotr obsługuje firmowe komputery. Przez internet ustala ceny artykułów. Wtedy zawyżył, a klienci dostali horrendalne rachunki. Musiałam wyjaśnić sprawę - opowiada bizneswoman.
Wspólnik nie otworzył jej drzwi od domofonu. Za to wezwał policjantów. Powiedział, że pod blokiem awanturuje się złodziejka, która wcześniej ukradła mu telefon i motocyklowy kask.
Po kilku minutach podjechał radiowóz. Postawny policjant wylegitymował Justynę. Zabrał jej dowód osobisty i wsiadł do auta. - Kwadrans rozmawiał przez radiostację. Potem wyciągnął mnie z samochodu, wyszarpnął z ręki telefon. Zakuł w kajdanki. Powiedział, że jestem zatrzymana - opowiada Justyna. - Gdy pytałam: Za co? Burknął tylko, że wszystkiego dowiem się na komendzie.
Do celi z nią
W komendzie przy ul. Partyzantów było mocno po godz. 22. Policjant zamknął ją w pokoju zatrzymań. Wtedy dowiedziała się, że wspólnik oskarżył ją o kradzież. Tłumaczyła, że obie rzeczy są jej własnością.
- Mówiłam, że mam w domu paragon, karty gwarancyjne. Mogę pokazać. Ale policjant nawet nie chciał mnie słuchać - opowiada kobieta. Przyznaje, że próbowała także pokazać SMS-a, w którym wspólnik prosi ją o pożyczenie telefonu: "Słuchaj, pożyczysz mi na jakiś czas tę Nokię, bo ta już do szału mnie doprowadza".
Policjant nie chciał weryfikować wersji Justyny. W końcu zdecydował: kobieta noc spędzi w policyjnym areszcie. Nie pomogło nawet, gdy wyciągnęła z torebki tygodniowe zwolnienie lekarskie, jakie wystawił jej rano lekarz. - Przepisał mi antybiotyk i kazał leżeć w łóżku - opowiada - Poprosiłam, żebyśmy chociaż podjechali do domu po lekarstwa. Policjant machnął ręką: na "dołek" - rozkazał.
I tak Justyna trafiła do oddalonego o 45 km Żagania, bo zielonogórski policyjny areszt jest remoncie, a w pobliskim Sulechowie w celach zabrakło miejsc. - Choć taniej byłoby podjechać kilka ulic do mojego domu, zobaczyć faktury i rozwikłać zagadkę - kwituje Justyna.
Dziewczyna za kratkami spędziła całą noc. Nie zmrużyła oka. O 9 rano wysłuchali ją policjanci z nowej zmiany. Od razu wypuścili.
Dwa zażalenie na rok
Małgorzata Stanisławska, rzecznik zielonogórskiego komendanta przyznaje, że na początku lutego wpłynęła do komendy skarga. Złożył ją ojciec Justyny. Komendant wszczął postępowanie. Po zbadaniu sprawy uznał, że kobietę faktycznie niesłusznie zatrzymano. Zawinił dyżurny, który zbyt pochopnie podjął taką decyzję. Policjant przeprowadzający interwencję wykonywał tylko jego polecenia.
- Wobec dyżurnego będą wyciągnięte konsekwencje dyscyplinarne - zapewnia Stanisławska.
Zażalenia na zatrzymanie przez policjantów zdarzają się sporadycznie. W 2009 roku spośród 1,5 tys. zatrzymanych w policyjnej izbie zatrzymań osób, zaledwie dwie zgłosiły zażalenie do sądu.
Sąd: policjant nie miał racji
Justyna wynajęła prawnika. Ten złożył zażalenie na bezzasadne zatrzymanie. 18 lutego sąd przyznał jej rację.
- Nie było żadnych prawnych przesłanek ani do zatrzymania kobiety, ani do przedstawienia jej zarzutów. Policjant wykazał się nadgorliwością. Do tego nie zweryfikował wersji kobiety z wersją skonfliktowanego wspólnika. To uczniowski błąd - opowiada Sebastian Kordel, zielonogórski karnista. - Bulwersujące jest to, że pobita, chora i co najważniejsze niewinna dziewczyna została potraktowana jak pospolity bandyta - dodaje adwokat. W jej imieniu będzie domagał się od policji zadośćuczynienia. - Druga sprawa to pytanie, kto pokryje koszty nieuzasadnionego transportu do odległej komendy? Czy skarb państwa? Moim zdaniem powinien je pokryć sam policjant - tłumaczy Kordel.
maja.salwacka@zielona.agora.pl
Mężczyzna zaczął uprzykrzać jej życie. Pod koniec stycznia Justyna poprosiła Piotra o zwrot komórki, którą pożyczyła mu pół roku wcześniej. Wspólnik ociągał się, więc wybrała się do jego domu. - Był pijany. Krzyczał, szarpał mnie. Kilka razy uderzył w ramię i twarz. Podbił oko - opowiada. Ma obdukcję lekarską. Pobicia nie zdążyła zgłosić policji, bo jeszcze tego samego dnia sama trafiła za kratki.
Wyjaśnimy na komendzie!
Kobieta wieczorem znów musiała odwiedzić wspólnika. Zdenerwowała się, gdy zobaczyła, że mężczyzna pozmieniał ceny w sklepie. - Piotr obsługuje firmowe komputery. Przez internet ustala ceny artykułów. Wtedy zawyżył, a klienci dostali horrendalne rachunki. Musiałam wyjaśnić sprawę - opowiada bizneswoman.
Wspólnik nie otworzył jej drzwi od domofonu. Za to wezwał policjantów. Powiedział, że pod blokiem awanturuje się złodziejka, która wcześniej ukradła mu telefon i motocyklowy kask.
Po kilku minutach podjechał radiowóz. Postawny policjant wylegitymował Justynę. Zabrał jej dowód osobisty i wsiadł do auta. - Kwadrans rozmawiał przez radiostację. Potem wyciągnął mnie z samochodu, wyszarpnął z ręki telefon. Zakuł w kajdanki. Powiedział, że jestem zatrzymana - opowiada Justyna. - Gdy pytałam: Za co? Burknął tylko, że wszystkiego dowiem się na komendzie.
Do celi z nią
W komendzie przy ul. Partyzantów było mocno po godz. 22. Policjant zamknął ją w pokoju zatrzymań. Wtedy dowiedziała się, że wspólnik oskarżył ją o kradzież. Tłumaczyła, że obie rzeczy są jej własnością.
- Mówiłam, że mam w domu paragon, karty gwarancyjne. Mogę pokazać. Ale policjant nawet nie chciał mnie słuchać - opowiada kobieta. Przyznaje, że próbowała także pokazać SMS-a, w którym wspólnik prosi ją o pożyczenie telefonu: "Słuchaj, pożyczysz mi na jakiś czas tę Nokię, bo ta już do szału mnie doprowadza".
Policjant nie chciał weryfikować wersji Justyny. W końcu zdecydował: kobieta noc spędzi w policyjnym areszcie. Nie pomogło nawet, gdy wyciągnęła z torebki tygodniowe zwolnienie lekarskie, jakie wystawił jej rano lekarz. - Przepisał mi antybiotyk i kazał leżeć w łóżku - opowiada - Poprosiłam, żebyśmy chociaż podjechali do domu po lekarstwa. Policjant machnął ręką: na "dołek" - rozkazał.
I tak Justyna trafiła do oddalonego o 45 km Żagania, bo zielonogórski policyjny areszt jest remoncie, a w pobliskim Sulechowie w celach zabrakło miejsc. - Choć taniej byłoby podjechać kilka ulic do mojego domu, zobaczyć faktury i rozwikłać zagadkę - kwituje Justyna.
Dziewczyna za kratkami spędziła całą noc. Nie zmrużyła oka. O 9 rano wysłuchali ją policjanci z nowej zmiany. Od razu wypuścili.
Dwa zażalenie na rok
Małgorzata Stanisławska, rzecznik zielonogórskiego komendanta przyznaje, że na początku lutego wpłynęła do komendy skarga. Złożył ją ojciec Justyny. Komendant wszczął postępowanie. Po zbadaniu sprawy uznał, że kobietę faktycznie niesłusznie zatrzymano. Zawinił dyżurny, który zbyt pochopnie podjął taką decyzję. Policjant przeprowadzający interwencję wykonywał tylko jego polecenia.
- Wobec dyżurnego będą wyciągnięte konsekwencje dyscyplinarne - zapewnia Stanisławska.
Zażalenia na zatrzymanie przez policjantów zdarzają się sporadycznie. W 2009 roku spośród 1,5 tys. zatrzymanych w policyjnej izbie zatrzymań osób, zaledwie dwie zgłosiły zażalenie do sądu.
Sąd: policjant nie miał racji
Justyna wynajęła prawnika. Ten złożył zażalenie na bezzasadne zatrzymanie. 18 lutego sąd przyznał jej rację.
- Nie było żadnych prawnych przesłanek ani do zatrzymania kobiety, ani do przedstawienia jej zarzutów. Policjant wykazał się nadgorliwością. Do tego nie zweryfikował wersji kobiety z wersją skonfliktowanego wspólnika. To uczniowski błąd - opowiada Sebastian Kordel, zielonogórski karnista. - Bulwersujące jest to, że pobita, chora i co najważniejsze niewinna dziewczyna została potraktowana jak pospolity bandyta - dodaje adwokat. W jej imieniu będzie domagał się od policji zadośćuczynienia. - Druga sprawa to pytanie, kto pokryje koszty nieuzasadnionego transportu do odległej komendy? Czy skarb państwa? Moim zdaniem powinien je pokryć sam policjant - tłumaczy Kordel.
maja.salwacka@zielona.agora.pl
- 56 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
28 głosów
-
Noc w celi za niewinność
maciej_aszek
11.03.10, 12:55
Kurde, żal mi tej Pani, ale co ten tekst robi w tej gazecie?Pani Maju, czy naprawdę nie ma ciekawszych i ważniejszych tematów do opisania?»
-
Noc w celi za niewinność
pasjonat102
11.03.10, 19:55
Po co takie teksty? Żeby następnym razem jakiś łobuz uniknął kary, bopolicjant ze strachu przestanie być "nadgorliwy"? Takie rzeczy się zdarzają ijuż. Swoją drogą wspólnków trzeba sobie »
-
Noc w celi za niewinność
pokon
13.03.10, 21:45
Tak to jest jak jeden policjant z tamtejszej komendy umie tylko pisac a drugi tylko czytac...Maksyma,że: nie matura a chęc szczera zrobi z ciebie oficera jast jak widac tam wciąż aktualna..»
Najczęściej czytane24 htydzień





