Z sądu: Zabójca księdza skazany na dożywocie
2010-03-15
, aktualizacja: 15.03.2010 19:18
Sąd w Zielonej Górze. Proces w sprawie głośnych zabójstw na plebaniach dobiegł końca. Marcina M., oskarżonego o potrójny mord - księdza i dwóch gosposi - sąd skazał na dożywocie. Obrońca zabójcy zapowiada apelację
ZOBACZ TAKŻE
- Zbrodnia na plebani: Głos kazał mu zabijać (08-11-08, 18:53)
- Rekonstrukcja zbrodni: "Głos" kazał zabijać (07-11-08, 18:53)
- Policja łączy morderstwa na plebaniach (13-01-08, 11:35)
RAPORTY
To był jeden z najgłośniejszych procesów kryminalnych dwudziestolecia w woj. lubuskim. Trwał od wiosny ub.r. Wcześniej, przez blisko rok śledczy przygotowywali akt oskarżenia.
25-letni Marcin M. usłyszał zarzut potrójnego zabójstwa. Według prokuratury, w połowie stycznia 2008 r. zabił siekierą gosposię na plebanii w Ciosańcu (niedaleko Sławy). Dzień później na plebanii w Serbach (k. Głogowa) jego ofiarami byli ksiądz i gosposia. Kapłana zabił drewnianym świecznikiem, kobietę młotkiem. W śledztwie Marcin M. przyznał się do winy. Tłumaczył, że w młodości był molestowany przez księdza ze swojej rodzinnej parafii w Zachodniopomorskiem. Od tej pory miał słyszeć głos, który nakłaniał go do zemsty. O tym, że to on okrutnych zbrodni dokonał, świadczyły ślady DNA zebrane z miejsc zbrodni, a także znalezione przy mężczyźnie skradzione rzeczy z plebanii - m.in walizka, magnetofon i auto proboszcza z Serbów.
Za skradzione ponad 50 tys. zł (był to okres kolędowania) zabójca kupił nowe auto, ubrania, opłacał hotele i podróż do Niemiec. Tam po kilkunastu dniach od popełnienia zbrodni zatrzymała go niemiecka policja (na podstawie listu gończego wydanego przez polskich śledczych - red.).
Marcin M. podczas rozpraw wycofał się ze wcześniej złożonych zeznań. Twierdził, że zbrodni dokonali jego znajomi. Nie chciał zdradzić ich nazwisk, twierdząc, że mężczyźni grożą śmiercią jego rodzinie. Ale materiały dowodowe wskazywały jednoznacznie - nikogo oprócz Marcina nie było w Ciosańcu i Serbach.
Podczas procesu swoją opinię przedstawiał nawet biegły z dziedziny alpinistyki. Przyznał, że mężczyzna mógł sam wdrapać się na dach jednej z plebanii, nie potrzebował pomocników. Prokurator udowadniał, że 25-latek sam opracował plan napadów i sam mordował. W końcu zażądał najwyższego wymiaru kary - dożywocia. Sąd się zgodził.
- To sukces prokuratury. Jesteśmy w pełni usatysfakcjonowani wymiarem kary - komentuje wyrok Alfred Staszak, zastępca prokuratora okręgowego w Zielonej Górze - Śledztwo zostało przeprowadzono rzetelnie, szybko i dokładnie. Dzięki skrupulatnie zebranym materiałom dowodowym pozwoliło obalić tezę oskarżonego, który winę za zbrodnie próbował zrzucić na fikcyjne osoby - tłumaczy prokurator.
Z wyrokiem sądu nie zgadza się obrońca. Zapowiada apelację. Jego zdaniem sąd się pośpieszył. Adwokat wnosił o ponowne przebadanie oskarżonego przez biegłych lekarzy psychiatrów. Sąd odrzucił wniosek. Mecenas uważa, że sąd nie zweryfikował dobrze poczytalności mężczyzny.
- Marcin M. był tylko raz badany psychiatrycznie podczas śledztwa. Do tego sposób przeprowadzenia obserwacji pozostawia wiele do życzenia. Lekarze badali mężczyznę zza krat, a wywiad lekarski przeprowadzali w obecności dwóch uzbrojonych strażników (w szpitalu więziennym w Poznaniu - red.). Taka obserwacja nie trzyma się europejskich standardów. Przez to wynik obserwacji mógł być niezgodny z rzeczywistym stanem - tłumaczy mecenas Tadeusz Dobiecki. Jego zdaniem sąd stracił z pola widzenia także jeden aspekt. Marcin M. uważa, że pierwszy swój wyrok, odsiadywał niesłusznie. Ksiądz z Zachodniopomorskiego oskarżył go o kradzież auta i pieniędzy, choć według wersji oskarżonego miał mu je po prostu pożyczyć, w zamian za świadczenie usług seksualnych. Gdy odmówił kolejnych wizyt, ksiądz zawiadomił policję o kradzieży. - Od tej pory mój klient słyszał głosy, które namawiały go do zemsty. Potwierdzają to zeznania lekarzy, którzy badali go, gdy odsiadywał pierwszy wyrok. Halucynacje słuchowe mogą być spowodowane silnym uzależnieniem od alkoholu. Mężczyzna pije od 13. roku życia - tłumaczy mecenas Dobiecki. Czeka na pisemne uzasadnienie wyroku. Na jego podstawie przygotuje odwołanie.
Jeśli Sąd Apelacyjny w Poznaniu przyzna rację mecenasowi i uchyli wyrok, proces może ruszyć od nowa.
25-letni Marcin M. usłyszał zarzut potrójnego zabójstwa. Według prokuratury, w połowie stycznia 2008 r. zabił siekierą gosposię na plebanii w Ciosańcu (niedaleko Sławy). Dzień później na plebanii w Serbach (k. Głogowa) jego ofiarami byli ksiądz i gosposia. Kapłana zabił drewnianym świecznikiem, kobietę młotkiem. W śledztwie Marcin M. przyznał się do winy. Tłumaczył, że w młodości był molestowany przez księdza ze swojej rodzinnej parafii w Zachodniopomorskiem. Od tej pory miał słyszeć głos, który nakłaniał go do zemsty. O tym, że to on okrutnych zbrodni dokonał, świadczyły ślady DNA zebrane z miejsc zbrodni, a także znalezione przy mężczyźnie skradzione rzeczy z plebanii - m.in walizka, magnetofon i auto proboszcza z Serbów.
Za skradzione ponad 50 tys. zł (był to okres kolędowania) zabójca kupił nowe auto, ubrania, opłacał hotele i podróż do Niemiec. Tam po kilkunastu dniach od popełnienia zbrodni zatrzymała go niemiecka policja (na podstawie listu gończego wydanego przez polskich śledczych - red.).
Marcin M. podczas rozpraw wycofał się ze wcześniej złożonych zeznań. Twierdził, że zbrodni dokonali jego znajomi. Nie chciał zdradzić ich nazwisk, twierdząc, że mężczyźni grożą śmiercią jego rodzinie. Ale materiały dowodowe wskazywały jednoznacznie - nikogo oprócz Marcina nie było w Ciosańcu i Serbach.
Podczas procesu swoją opinię przedstawiał nawet biegły z dziedziny alpinistyki. Przyznał, że mężczyzna mógł sam wdrapać się na dach jednej z plebanii, nie potrzebował pomocników. Prokurator udowadniał, że 25-latek sam opracował plan napadów i sam mordował. W końcu zażądał najwyższego wymiaru kary - dożywocia. Sąd się zgodził.
- To sukces prokuratury. Jesteśmy w pełni usatysfakcjonowani wymiarem kary - komentuje wyrok Alfred Staszak, zastępca prokuratora okręgowego w Zielonej Górze - Śledztwo zostało przeprowadzono rzetelnie, szybko i dokładnie. Dzięki skrupulatnie zebranym materiałom dowodowym pozwoliło obalić tezę oskarżonego, który winę za zbrodnie próbował zrzucić na fikcyjne osoby - tłumaczy prokurator.
Z wyrokiem sądu nie zgadza się obrońca. Zapowiada apelację. Jego zdaniem sąd się pośpieszył. Adwokat wnosił o ponowne przebadanie oskarżonego przez biegłych lekarzy psychiatrów. Sąd odrzucił wniosek. Mecenas uważa, że sąd nie zweryfikował dobrze poczytalności mężczyzny.
- Marcin M. był tylko raz badany psychiatrycznie podczas śledztwa. Do tego sposób przeprowadzenia obserwacji pozostawia wiele do życzenia. Lekarze badali mężczyznę zza krat, a wywiad lekarski przeprowadzali w obecności dwóch uzbrojonych strażników (w szpitalu więziennym w Poznaniu - red.). Taka obserwacja nie trzyma się europejskich standardów. Przez to wynik obserwacji mógł być niezgodny z rzeczywistym stanem - tłumaczy mecenas Tadeusz Dobiecki. Jego zdaniem sąd stracił z pola widzenia także jeden aspekt. Marcin M. uważa, że pierwszy swój wyrok, odsiadywał niesłusznie. Ksiądz z Zachodniopomorskiego oskarżył go o kradzież auta i pieniędzy, choć według wersji oskarżonego miał mu je po prostu pożyczyć, w zamian za świadczenie usług seksualnych. Gdy odmówił kolejnych wizyt, ksiądz zawiadomił policję o kradzieży. - Od tej pory mój klient słyszał głosy, które namawiały go do zemsty. Potwierdzają to zeznania lekarzy, którzy badali go, gdy odsiadywał pierwszy wyrok. Halucynacje słuchowe mogą być spowodowane silnym uzależnieniem od alkoholu. Mężczyzna pije od 13. roku życia - tłumaczy mecenas Dobiecki. Czeka na pisemne uzasadnienie wyroku. Na jego podstawie przygotuje odwołanie.
Jeśli Sąd Apelacyjny w Poznaniu przyzna rację mecenasowi i uchyli wyrok, proces może ruszyć od nowa.
- Dodaj komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
2 głosy
Najczęściej czytane24 htydzień





