Polityka: Biedny zachód prosi zachód Europy ...
2010-12-27
, aktualizacja: 27.12.2010 11:02
... o specjalny program dla pogranicza. - Celem jest powstanie dużego, silnego makroregionu. Bliżej nam do Niemiec, choćby z racji geografii i sieci transportowej - mówi marszałek Elżbieta Polak
Artur Łukasiewicz: Do tej pory mówiliśmy o Polsce " A" i " B". Teraz doszła Polska " Z". Co to jest? Polska wschodnia bis?
Elżbieta Polak, marszałek lubuska: Żaden bis. Chodzi o unijny program operacyjny na lata 2014-2020, który powstaje w oparciu o strategię dla Polski zachodniej. Stąd to " Z". Najpierw trzeba ten program opracować. Prace ruszyły w wiosną 2010 r. 26 sierpnia pięciu marszałków z Wielkopolski, Dolnego Śląska, Zachodniopomorskiego, Opolskiego i Lubuskiego podpisało porozumienie, w którym określiło cele strategiczne.
Przypomnijmy, marszałkowie podpisali pakt w ekskluzywnym hotelu Radisson w Szczecinie. Potem mówili także o niedostrzeganej biedzie na zachodzie kraju i planach pomocy. Brzmiało to jednak jak opowieści o Polsce wschodniej bis i specjalnych dotacjach dla kresów.
- Nie. Uwypuklanie naszej biedy nie było pierwszorzędne. I powtarzam, nie chodziło o kopię specprogramu dla wschodu. Polska "Z" jest inna, bardziej zróżnicowana. Nie szło też o plan wyrównywania dysproporcji wobec Europy Zachodniej. Najważniejsze jest w tym wykorzystania potencjału kilku regionów na zachodzie. Po raz pierwszy występujemy razem i domagajmy się zauważenia naszych istotnych potrzeb.
Porozumienie odebrano także jako akcję polityczną. Nie wprost, ale wskazywanie, że na prawicowy wschód płyną ogromne pieniądze. Stąd pomysł, by skierować je także na sprzyjające Platformie kresy zachodnie. Dlatego trzeba mówić też o naszej nędzy.
- Nie, absolutnie. Nikt nie krzyczy o nędzy. Idzie o rzetelne i sprawiedliwe traktowanie regionów. Dlatego trzeba na początek określić profil społeczno-gospodarczy makroregionu zachodniego. Szczegółowo nasze ponadregionalne potencjały zdiagnozować. Nie staramy się wykazać na siłę, jacy to jesteśmy biedni. Celem jest wzmocnienie współpracy, powstanie dużego, silnego makroregionu. To ma kolosalne znaczenie dla przyszłości, ponieważ zachód najściślej współpracuje z Unią Europejską. Bliżej nam do Niemiec, choćby z racji geografii i sieci transportowej. Dlatego marszałkowie dostrzegają szansę na ożywienie gospodarcze w budowie korytarza środkowoeuropejskiego Szwecja-Chorwacja. A tego nie ma w krajowych dokumentach. Chodzi też o Odrę i jej gospodarcze wykorzystanie, a i w efekcie wzmocnienie pozycji naszych regionów wobec landów zachodnich. Teraz od nich odbiegamy poziomem i tracimy.
Wcześniej słyszeliśmy, że jesteśmy piękni i bogaci. A teraz, że jednak ciut biedni, a chcemy być piękniejsi i bogatsi. Dlatego trzeba zabrać innym?
- O programie zdecyduje Bruksela, więc nikomu w kraju nie zabieramy. Chcemy przekonać Unię o wadze inwestycji w zachód Polski, w magistrale komunikacyjne, ale też społeczeństwo informacyjne, naukę, bezpieczeństwo energetyczne, turystykę. Dopiero startujemy. Rok 2011 poświęcimy na ekspertyzy.
Kto je wykona i za nie zapłaci?
- Pięć wykona Ministerstwo Rozwoju Regionalnego w ramach kosztów na pomoc techniczną. Czyli płaci Unia. Dodatkowo minister zapłaci za sześć warsztatów. Poza tym każde z pięciu województw weźmie na siebie po trzy ekspertyzy. Do lutego powstanie raport metodologiczny, do kwietnia ekspertyzy. Urząd Marszałkowski zleci ekspertyzę regionalną oraz trzy mniejsze dotyczące określonych tematów. Do współpracy zapraszamy naukowców z Uniwersytetu Zielonogórskiego. Nasz koszt to 50 tys. zł
Ma wyjść, czy jest nędza czy nie?
- A pan uparł się na tę nędzę. Chodzi o określenie potencjału województwa lubuskiego, a nie szukanie czarnej dziury i jak to jest źle. Raport ma pokazać nasze możliwości. Określić siłę miast wojewódzkich, bieguny wzrostu, pokazać kluczowe branże, poziom innowacyjności, konkurencyjności, kapitału społecznego, jakości życia. Potem całość pokażemy w Brukseli, a w 2012 r. poświęcimy już na przygotowanie programu operacyjnego dla Polski "Z".
Upieram się z tą nędzą, bo nie wiem, po co ona jest w ekspertyzie potrzebna i do czego zmierzamy?
- Do wyrażenia sprzeciwu wobec marginalizacji województwa lubuskiego i wspierania tylko polskich metropolii.
Czyli po ludzku, dlatego pięć województw chce specjalnego traktowania i pieniędzy? Mamy udowodnić, o czym wspominano w Szczecinie, że trzeba obalić mit bogatego zachodu kraju? A z drugiej strony mówi się, że prawie cały zachód to tygrys gospodarczy, czego nie potwierdzają statystyki GUS. Wychodzi na to, że kilka regionów ma większą siłę przebicia, by dostać dotacje z UE. O jak duże pieniądze chodzi? I na co je wydamy?
- To się okaże, trudno teraz to określić. Natomiast w obalaniu mitu bogatego zachodu nie ma nic niestosownego. Wszyscy wiemy o obszarach biedy, nierównomiernym rozwoju. Aby pójść do przodu, trzeba rozeznać sytuację, a nie opierać się na emocjach i niekompletnej wiedzy. I trudno kwestionować potrzebę zainwestowania w zachód, skoro to brama Polski.
Jak ogłaszano program Polska Wschodnia, cele były jasne. Inwestycje mają służyć do nadrabiania gospodarczych i historycznych zapóźnień. A tu ciężko o konkrety. Do czego potrzebne są te pieniądze?
- Oto konkrety: budowa korytarza środkowoeuropejskiego, zagospodarowanie Odry, modernizacja linii kolejowych, wzmocnienie ośrodków nauki i innowacji. To jest nasza mocna odpowiedź na marginalizację w krajowej strategii rozwoju kraju.
Czyli chodzi o parę kluczowych, wielkich inwestycji.
Także, ale nie tylko. One nigdy by nie powstały w oparciu o programy i pieniądze, które dostaliśmy w latach 2007-13. Nie ma szans. Ponadto to także pomysł na inwestycje w nowe technologie, rozwój oparty na wiedzy. Cieszymy się z dużych pieniędzy w Lubuskiem, ale przecież to kropla w morzu potrzeb. Do LRPO wpłynęło 1,7 tys. wniosków. A dofinansowaliśmy 760. Czyli tysiąc jest niezrealizowanych! A nikt ich sobie nie wymyślał do szuflady, bo ma takie hobby.
Potrafimy wymierzyć, jaki wpływ będzie miało wydane 430 mln euro z LRPO na gospodarkę i jakość życia w Lubuskiem?
- Podajemy na bieżąco takie dane. Ile przybywa miejsc pracy, kilometrów dróg, ile zmodernizowano szkół. Trudno nie docenić efektów pomocy z UE.
Jeżeli efekty widać gołym okiem, to marszałkowie z zachodu tracą argument, że dalsza wielka pomoc jest konieczna. Usłyszą, że dostali już gigantyczne dotacje. W dodatku od 20 lat zachód był faworyzowany przez Unię, a teraz woła o jeszcze, kosztem innych części kraju.
- Przypomnę, że program operacyjny będziemy negocjować z Komisją Europejską. Programy operacyjne uzgadnia się w Brukseli. Nikomu nie chcemy zabierać. I z wielkimi dotacjami bym też nie przesadzała. Lubuskie to najmniejszy program [LRPO - red.] w kraju. Dostaliśmy 430 mln euro. Opolskie ma tylko mniej.
Zanim zapadły decyzje o dotacjach na lata 2007-13, pogranicze dostawało pieniądze m.in. z Phare. Polska wschodnia nie mogła liczyć nawet na jedno euro. Dlatego mówiono, że więcej dla wschodu po wejściu Polski do UE jest sprawiedliwe.
- Tak mówiono. I konsekwencja jest taka, że wschód dostał cztery razy więcej pieniędzy. Chcę zwrócić uwagę, że Phare CBC służyło zmniejszeniu dysproporcji z Niemcami. Na wschodzie jest odwrotnie.
Teraz wyrównujemy sprawiedliwie w drugą stronę?
- Nie o taką filozofię chodzi. Wskazujemy konkretne sprawy. Najpoważniejsze przedsięwzięcia w infrastrukturze transportowej przekraczają możliwości jednego województwa, nawet bogatszej Wielkopolski. Sami nie zbudujemy np. mostu na Odrze w Milsku czy drogi ekspresowej północ-południe. To samo z magistralami kolejowymi, których modernizacja jest bezwzględnie konieczna. Jak wygląda połączenie z Wrocławiem czy Warszawą, mocno odczuwamy. Jedzie się prawie cztery godziny, obojętnie czy osobowym, czy pospiesznym. Polska zachodnia potrzebuje tych inwestycji. Bez wizji, odważnego planu tego się nie zrobi. A wierzę, że pięć województw przekona do nich Brukselę.
artur.lukasiewicz@zielona.agora.pl
Elżbieta Polak, marszałek lubuska: Żaden bis. Chodzi o unijny program operacyjny na lata 2014-2020, który powstaje w oparciu o strategię dla Polski zachodniej. Stąd to " Z". Najpierw trzeba ten program opracować. Prace ruszyły w wiosną 2010 r. 26 sierpnia pięciu marszałków z Wielkopolski, Dolnego Śląska, Zachodniopomorskiego, Opolskiego i Lubuskiego podpisało porozumienie, w którym określiło cele strategiczne.
Przypomnijmy, marszałkowie podpisali pakt w ekskluzywnym hotelu Radisson w Szczecinie. Potem mówili także o niedostrzeganej biedzie na zachodzie kraju i planach pomocy. Brzmiało to jednak jak opowieści o Polsce wschodniej bis i specjalnych dotacjach dla kresów.
- Nie. Uwypuklanie naszej biedy nie było pierwszorzędne. I powtarzam, nie chodziło o kopię specprogramu dla wschodu. Polska "Z" jest inna, bardziej zróżnicowana. Nie szło też o plan wyrównywania dysproporcji wobec Europy Zachodniej. Najważniejsze jest w tym wykorzystania potencjału kilku regionów na zachodzie. Po raz pierwszy występujemy razem i domagajmy się zauważenia naszych istotnych potrzeb.
Porozumienie odebrano także jako akcję polityczną. Nie wprost, ale wskazywanie, że na prawicowy wschód płyną ogromne pieniądze. Stąd pomysł, by skierować je także na sprzyjające Platformie kresy zachodnie. Dlatego trzeba mówić też o naszej nędzy.
- Nie, absolutnie. Nikt nie krzyczy o nędzy. Idzie o rzetelne i sprawiedliwe traktowanie regionów. Dlatego trzeba na początek określić profil społeczno-gospodarczy makroregionu zachodniego. Szczegółowo nasze ponadregionalne potencjały zdiagnozować. Nie staramy się wykazać na siłę, jacy to jesteśmy biedni. Celem jest wzmocnienie współpracy, powstanie dużego, silnego makroregionu. To ma kolosalne znaczenie dla przyszłości, ponieważ zachód najściślej współpracuje z Unią Europejską. Bliżej nam do Niemiec, choćby z racji geografii i sieci transportowej. Dlatego marszałkowie dostrzegają szansę na ożywienie gospodarcze w budowie korytarza środkowoeuropejskiego Szwecja-Chorwacja. A tego nie ma w krajowych dokumentach. Chodzi też o Odrę i jej gospodarcze wykorzystanie, a i w efekcie wzmocnienie pozycji naszych regionów wobec landów zachodnich. Teraz od nich odbiegamy poziomem i tracimy.
Wcześniej słyszeliśmy, że jesteśmy piękni i bogaci. A teraz, że jednak ciut biedni, a chcemy być piękniejsi i bogatsi. Dlatego trzeba zabrać innym?
- O programie zdecyduje Bruksela, więc nikomu w kraju nie zabieramy. Chcemy przekonać Unię o wadze inwestycji w zachód Polski, w magistrale komunikacyjne, ale też społeczeństwo informacyjne, naukę, bezpieczeństwo energetyczne, turystykę. Dopiero startujemy. Rok 2011 poświęcimy na ekspertyzy.
Kto je wykona i za nie zapłaci?
- Pięć wykona Ministerstwo Rozwoju Regionalnego w ramach kosztów na pomoc techniczną. Czyli płaci Unia. Dodatkowo minister zapłaci za sześć warsztatów. Poza tym każde z pięciu województw weźmie na siebie po trzy ekspertyzy. Do lutego powstanie raport metodologiczny, do kwietnia ekspertyzy. Urząd Marszałkowski zleci ekspertyzę regionalną oraz trzy mniejsze dotyczące określonych tematów. Do współpracy zapraszamy naukowców z Uniwersytetu Zielonogórskiego. Nasz koszt to 50 tys. zł
Ma wyjść, czy jest nędza czy nie?
- A pan uparł się na tę nędzę. Chodzi o określenie potencjału województwa lubuskiego, a nie szukanie czarnej dziury i jak to jest źle. Raport ma pokazać nasze możliwości. Określić siłę miast wojewódzkich, bieguny wzrostu, pokazać kluczowe branże, poziom innowacyjności, konkurencyjności, kapitału społecznego, jakości życia. Potem całość pokażemy w Brukseli, a w 2012 r. poświęcimy już na przygotowanie programu operacyjnego dla Polski "Z".
Upieram się z tą nędzą, bo nie wiem, po co ona jest w ekspertyzie potrzebna i do czego zmierzamy?
- Do wyrażenia sprzeciwu wobec marginalizacji województwa lubuskiego i wspierania tylko polskich metropolii.
Czyli po ludzku, dlatego pięć województw chce specjalnego traktowania i pieniędzy? Mamy udowodnić, o czym wspominano w Szczecinie, że trzeba obalić mit bogatego zachodu kraju? A z drugiej strony mówi się, że prawie cały zachód to tygrys gospodarczy, czego nie potwierdzają statystyki GUS. Wychodzi na to, że kilka regionów ma większą siłę przebicia, by dostać dotacje z UE. O jak duże pieniądze chodzi? I na co je wydamy?
- To się okaże, trudno teraz to określić. Natomiast w obalaniu mitu bogatego zachodu nie ma nic niestosownego. Wszyscy wiemy o obszarach biedy, nierównomiernym rozwoju. Aby pójść do przodu, trzeba rozeznać sytuację, a nie opierać się na emocjach i niekompletnej wiedzy. I trudno kwestionować potrzebę zainwestowania w zachód, skoro to brama Polski.
Jak ogłaszano program Polska Wschodnia, cele były jasne. Inwestycje mają służyć do nadrabiania gospodarczych i historycznych zapóźnień. A tu ciężko o konkrety. Do czego potrzebne są te pieniądze?
- Oto konkrety: budowa korytarza środkowoeuropejskiego, zagospodarowanie Odry, modernizacja linii kolejowych, wzmocnienie ośrodków nauki i innowacji. To jest nasza mocna odpowiedź na marginalizację w krajowej strategii rozwoju kraju.
Czyli chodzi o parę kluczowych, wielkich inwestycji.
Także, ale nie tylko. One nigdy by nie powstały w oparciu o programy i pieniądze, które dostaliśmy w latach 2007-13. Nie ma szans. Ponadto to także pomysł na inwestycje w nowe technologie, rozwój oparty na wiedzy. Cieszymy się z dużych pieniędzy w Lubuskiem, ale przecież to kropla w morzu potrzeb. Do LRPO wpłynęło 1,7 tys. wniosków. A dofinansowaliśmy 760. Czyli tysiąc jest niezrealizowanych! A nikt ich sobie nie wymyślał do szuflady, bo ma takie hobby.
Potrafimy wymierzyć, jaki wpływ będzie miało wydane 430 mln euro z LRPO na gospodarkę i jakość życia w Lubuskiem?
- Podajemy na bieżąco takie dane. Ile przybywa miejsc pracy, kilometrów dróg, ile zmodernizowano szkół. Trudno nie docenić efektów pomocy z UE.
Jeżeli efekty widać gołym okiem, to marszałkowie z zachodu tracą argument, że dalsza wielka pomoc jest konieczna. Usłyszą, że dostali już gigantyczne dotacje. W dodatku od 20 lat zachód był faworyzowany przez Unię, a teraz woła o jeszcze, kosztem innych części kraju.
- Przypomnę, że program operacyjny będziemy negocjować z Komisją Europejską. Programy operacyjne uzgadnia się w Brukseli. Nikomu nie chcemy zabierać. I z wielkimi dotacjami bym też nie przesadzała. Lubuskie to najmniejszy program [LRPO - red.] w kraju. Dostaliśmy 430 mln euro. Opolskie ma tylko mniej.
Zanim zapadły decyzje o dotacjach na lata 2007-13, pogranicze dostawało pieniądze m.in. z Phare. Polska wschodnia nie mogła liczyć nawet na jedno euro. Dlatego mówiono, że więcej dla wschodu po wejściu Polski do UE jest sprawiedliwe.
- Tak mówiono. I konsekwencja jest taka, że wschód dostał cztery razy więcej pieniędzy. Chcę zwrócić uwagę, że Phare CBC służyło zmniejszeniu dysproporcji z Niemcami. Na wschodzie jest odwrotnie.
Teraz wyrównujemy sprawiedliwie w drugą stronę?
- Nie o taką filozofię chodzi. Wskazujemy konkretne sprawy. Najpoważniejsze przedsięwzięcia w infrastrukturze transportowej przekraczają możliwości jednego województwa, nawet bogatszej Wielkopolski. Sami nie zbudujemy np. mostu na Odrze w Milsku czy drogi ekspresowej północ-południe. To samo z magistralami kolejowymi, których modernizacja jest bezwzględnie konieczna. Jak wygląda połączenie z Wrocławiem czy Warszawą, mocno odczuwamy. Jedzie się prawie cztery godziny, obojętnie czy osobowym, czy pospiesznym. Polska zachodnia potrzebuje tych inwestycji. Bez wizji, odważnego planu tego się nie zrobi. A wierzę, że pięć województw przekona do nich Brukselę.
artur.lukasiewicz@zielona.agora.pl
- 25 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
29 głosów
-
Polska B i Polska Z powinny się nazwać Polska 2
fagusp
28.12.10, 14:28
To od przeciętnej, przypadającej na mieszkańca ilości lewych rąk do pracy.»
-
Polityka: Biedny zachód prosi zachód Europy ...To
zbujowachata
28.12.10, 16:01
A ja ,,stary zakapior Pogórza Wschodniego,,powiem tak dla tych regionówod zachodu jest potrzebny zupełnie inny Program ,, nauki społecznosci któratam została przesiedlona otrzymując to co ma»
-
Lubusz jest Polski.
spiq
29.12.10, 12:44
Jak sie komu cni do Niemiec, to niech se jedzie. Kupie sobie tanio domek, bede miał dacze. A one bedom tyrac u Niemca za marny grosz»
Najczęściej czytane24 htydzień




